O tym jak schudłam 30 kilogramów

W sumie zastanawiałam się od dawna JAK napisać ten wpis.

„świadectwo” wydawało mi się zbyt osobiste i nie pasujące do tego bloga.

Na diecie byłam 7 miesięcy i chociaż była to dieta racjonalna, zaplanowana przez dietetyka i podparta aktywnością fizyczną, długie miesiące byłam głodna i jedzenie stało się obsesją. Jakoś nie umiałam pisać o diecie bez chorych emocji.

Odchudzałam się w życiu wiele razy. Pierwszy raz chyba w siódmej klasie. Większość z tych prób stanowiły desperackie próby pozbycia się kilogramów po wizycie w sklepie z ciuchami dla nastolatek (gdy byłam nastolatką, większość dziewczyn nosiła jeszcze rozmiary typu 34-36, dziś myślę, że 40 to chyba standard). Na ogół przestawałam jeść słodycze i kolacje, i tak trwałam kilka tygodni lub miesięcy. Coś tam na ogół chudłam, ale nigdy spektakularnie. Zresztą, ciężko mi oszacować, bo nie mieliśmy w domu wagi. Pamiętam, że w tej nieszczęsnej siódmej klasie ważyły nas jakieś panie z awfu, które przyszły do naszej szkoły badać jakie to (nie)sprawne są dzieci, i już wtedy znajdowałam się na granicy nadwagi.

Po okresach diet i wyrzeczeń wracałam w końcu do słodyczy, dokładki do obiadu i późnych kolacji. Kilogramy też powoli wracały.

Mówi się, że nadwaga wynika ze złych nawyków żywieniowych, objadania się słodyczami i tłustymi potrawami i braku ruchu. Może nigdy nie byłam specjalnie wysportowana, ale jakaś niesprawna też nie;

nawet mając ponad 20 kg nadwagi byłam w stanie pływać.

1.5 h bez przerwy.

4 razy w tygodniu.

Na rowerze przeganiałam facetów.

Pod górkę.

Nawyki, jakie wyniosłam z domu tez nie są jakieś specjalnie niezdrowe. Z domu wyniosłam obsesję na punkcie zdrowej żywności, unikanie wszystkiego co przetworzone, zawiera glutaminian sodu lub konserwanty. Golonkę znam głównie z opowieści – jakoś za tłustymi mięsami nikt w naszym domu nie przepadał.

Jeszcze jako dziecko uwielbiałam ciężki, ciemny razowy chleb.

Fakt faktem, w domu jedliśmy bardzo późno, i czasem był to naprawdę wielki posiłek po 23. Przy dojazdach utrzymanie normalnego rytmu jedzenia wymaga przeorganizowania całego życia rodzinno-kuchennego a na to nie byluśmy chyba gotowi.

Zaczęłam się odchudzać, bo przy wzroście 170 cm ważyłam 93 kg co daje dolną granicę otyłości.

Uczciwie powiem, że poszłam do lekarza, bo trochę mnie ta waga jednak przeraziła.

Miałam 24 lata. Pani doktor dała mi złotą radę, żebym jadła  mniej na kolację i na tym skończyły się jej kompetencje. Czy to mówi się 24-letniej dziewczynie z poważną nadwagą?

Ogólnie, mój problem z odchudzaniem okazał się dość złożony. Ze względu na alergię pokarmową (i ogólne zagrożenie wyniszczenia organizmu) odpadła supermodna w tamtym czasie dieta Dukana. Nie wiem dlaczego, ale wszystkie „diety”, które znalazłam w sieci to diety dla mlekopijów. Wszędzie są jogurty, maślanki, serki wiejskie i homo oraz jajka (na wszystko to jestem uczulona; małe ilośći są ok – ale serio, poszukajcie w sieci, ilości mlekopochodnych produktów w standardowej „dietce” doprowadziłaby mnie chyba do rozstroju żołądka połączonego z mega-wysypką). Tak więc trzymając się pewnych zasad, głównie unikania słodyczy, ograniczania chleba i makaronu oraz białka na kolację schudłam 13 kg (jeżdziłam tez codziennie na rowerze).

Niestety, na etapie 80 kg moja waga stanęła i nie chciała ruszyć.

Jadłam czy nie jadłam (w pewnym momencie złapałam się na tym, że jem po 800 kcal dziennie i na basenie było mi wyjątkowo słabo), nie chudłam. Trochę tak, jakby mój organizm się zbuntował i uznał, że 80 kg to jednak dobra waga.

Zaprzestałam więc prób i przytyłam jakieś 4kg, głównie dlatego, że miałam boreliozę i gotowanie pozostało poza zasięgiem moich możliwości, w związku z czym żywiłam się w restauracjach. Uprzedzam pytanie – nie, nie jadłam w fast-foodach, po prostu w usa porcje są tak wielkie, że najadłby się duży, ćwiczący fizycznie facet.

W sierpniu 2011 zaczęłam jeszcze raz, tym razem z lepszym planem. Poszłam do dietetyka, zapłaciłam za ułożenie diety, wyłożyłam sprawę z mlekiem, jogurtami i chlebem wasa (fuj).

Nie powiem, było mi ciężko. Przez 7 miesięcy jadłam kasze i warzywa (to akurat do dziś lubię), gotowane kurczacze mięso i kiwi. Do niektórych potraw do dziś mam uraz (płatki owsiane z jogurtem, zestaw biały ser-olej lniany-pomidor). Dieta była ok – wiedziałam, że nie brakuje mi żadnych witamin ani mikroelementów i poza tym, że byłam ciągle głodna czułam się dobrze.

Jeden z najbardziej wnerwiających obrazków, pojawiających się na stronach typu onet i w babskich gazetkach jest pani na siłowni (na ogół stojąca na stepperze) z zielonym jabłuszkiem w ręku. Nie wiem skąd ten mit, ale przepraszam bardzo, jedząc same jabłuszka trudno jest ćwiczyć, bo po prostu nie ma się na to ani siły ani ochoty. Ja w każdym razie nie miałam ochoty na pływanie w zimnej wodzie przy pustym żołądku i świadomości, że i tak zjadłam już dzisiaj tyle co trzeba.

Dieta wyłaczyła mnie z życia społecznego. W usa socjalizowanie się z ludźmi polega na wspólnym jedzeniu. Nie, nie mówcie mi, że mogłam brać sałatki – nie mogłam. Zresztą, kto widział amerykańską „sałatkę”, polaną dressingiem (jakieś 200 kcal), posypaną żółtym serem i z „grillowanymi” na kiepskim oleju kawałkami kurczaka ten wie, o co chodzi. Poza tym, kolacja (a na ogół socjalizowanie odbywa się w porach wieczornych) powinna być białkowa, a dość częśto do wyboru miałam hamburgera oraz inne smażone w głębokim oleju przysmaki (hamburger może mieć nawet 800 kcal). Wizyty w czyimś domu zawsze mnie stresowały. Głupio przynosić własne jedzenie (co czasem robiłam) i głupio odmawiać jak częstują.

Poza tym, dorobiłam się obsesji na punkcie jedzenia. Serio, spędzałam dużo czasu przeglądając fora w poszukiwaniu tematów „dlaczego nie chudnę” i szukając dietetycznych przepisów. Myślę, że przez dobre 2 miesiące myślałam tylko o jedzeniu.

Dietę złamałam parę razy (na przykład na święta Bożego Narodzenia, święto dziękczynienia, przez tydzień, kiedy brałam antybiotyki etc). Jednak mocno skurczył mi się żołądek i i tak nie byłam w stanie zjeść za dużo. Kiedy rezygnowałam z diety, starałam się jeść przede wszystkim mięso i unikać słodyczy, ciast i wszelkich ryżów, kasz, chleba i kartofli. Z reguły to opóźniało chudnięcie, ale nie powodowało tycia.

Poza tym mało osób pamięta, że po diecie należy zastosować „wychodzenie z diety”. Był to sześciotygodniowy proces w moim przypadku, kiedy stopniowo zwiększałam ilość kalorii. Wychodzenie z diety jest bolesnym procesem i łatwo wtedy przytyć. Poza tym, codziennie w panice stawałam na wagę i obserwowałam zmiany. Ale zmian nie było. Przynajmniej – nie w górę.

Dietetycy zazwyczaj twierdzą, że ważyć należy się co 2-3 dni. Moim zdaniem ten mit trzeba obalić. Ważyć się trzeba codziennie ( przed śniadaniem, po skorzystaniu z toalety), zwłaszcza, jeśli nie robiliśmy tego wcześniej. Prawda jest taka, że np kobiety gromadzą wodę przed okresem. U jednych jest to 0.5 kg, u innych prawie 3 kg. Warto poobserwować swój organizm. Poza tym, wyczytałam gdzies o pewnej pani, która odchudzając się chudła tylko w pierwszej fazie cyklu. Zawsze przed okresem zatrzymywała jej się waga a po okresie było 3 kg mniej.

Na wagę ma też wpływ aktywność fizyczna, większy posiłek, brak snu i wiele innych czynników. Warto ważyć się przez jakiś czas codziennie i po prostu to poobserwować. Potem nie będzie nas przerażał dodatkowy kilogram, jeśli przypomnimy sobie, że np poprzedniego dnia zjedliśmy za dużo soli.

Najgorszą, absolutnie najgorszą torturą w czasie diety było dla mnie picie wody. Mój organizm ma naturalny system regulacji, który mówił, że jak jem tak mało, to nie powinnam pić – będę mniej głodna. Na nieszczęście od wody też się chudnie, więc wmuszałam w siebie ohydną, chlorowaną wodę (ta w butelkach jest niewiele lepsza). Rozumiem picie po 2 litry jak jest bardzo ciepło, ale w zimie? Nie wiem na czym to polega, odwodniona nie byłam chyba nigdy w życiu, i ponoć wodę wchłaniamy lepiej z pożywieniem (a ja lubię wszystko mocno rozgotowane), woda jest też w herbacie i kawie, ale jak nie piłam wody-wody, nie chudłam. Więc torturowałam się wodą i do dzisiaj to robię.

Myślę, że „dieta” i w ogóle całe odchudzanie i utrzymywanie wagi ma więcej wspólnego z psychologią czy socjologią niż jedzeniem. Ludzie jedzą z różnych przyczyn. Jemy za dużo, nie dlatego, że jesteśmy głodni, ale dlatego, że jedzenie stoi przed nami. Chyba każdy zaobserwował, że jak idzie po zakupy głodny to kupuje dużo dziwnych produktów, szczególnie fastfoodów i słodyczy. Jemy z nudów, z emocji, jemy dla towarzystwa, jemy „bo wypada”. Myślę, że warto zamiast ulegac tym wszystkim pokusom jeśc po prostu tylko do momentu, kiedy przestajemy być głodni, niezależnie od tego, czy wypada, czy stoi przed nami jedzenie i co mówią emocje.  Sama uczyłam się tego dlugo, i raczej  ta nauka nie należała do najprzyjemniejszych.

Tym niemniej, schudłam i do dziś utrzymuję wagę (jakieś 3 miesiące). Jem względnie normalnie i chodze do restauracji, tylko po prostu przestaję jeść jak przestaję być głodna. Nauczyłam się jeść o względnie stałych porach i raczej często a mało. Za każdym razem, kiedy mam ochotę na nocną kanapkę albo na dodatkowe parę kęsów w restauracji przypominam sobie o bólach procesu odchudzania, i o tym, że drugi raz nie chciałabym tego przechodzić.

Pierwsze zdjęcie: ja w fazie „szczytowej” – waga 93 kg, rozmiar amerykańskie 16. Dwa następne zdjęcia: ja 30kg chudsza, rozmiar 4-6.

About these ads

30 thoughts on “O tym jak schudłam 30 kilogramów

  1. Gratuluje i podziwiam! Ja od jakiegos czasu mysle o przejsciu na diete na szesciopak, ale nigdy w zyciu nie bylam na diecie i troche boje sie lekkiego wykluczenia z zycia towarzyskiego. Juz dzisiaj ludzie patrza troche dziwnie na mnie, jak przynosze swoja wlasna herbate, co to bedzie jak zaczne przynosic swoje wlasne jedzenie?
    Dla mnie waga nie jest jednak najwazniejsza. Miesnie waza wiecej niz tluszcz i przy moich mocno umiesnionych udach raczej nie zejde ponizej 58kg. Warto wiec zapisywac sobie swoje wymiary.

  2. Gratulacje! Ja w miesiac straciłam 8kg.
    1) Zaczełam jeśc 5 posiłków dziennie zamiast 3.
    2) Gotowanie głównie na parze
    3) Zamiast czekoladek i batoników sorbet z grycana + swieze owoce
    4) 3x w tyg bieganie 2x w tyg basen i 40 długosci do przepłyniecia :)

    I działa :D

  3. Gratuluję,ja osobiscie prawie od 3 lat zmagam się z nawagą startuje z 91 kilo a mam 168 wzrostu czyli sytuacja podobna.-mam zamiar zrzucić te 30,dzięki za bloga i pozdrawiam:))

  4. Oj, jak cudownie, że trafiłam na twoj wpis… Pierwszy raz czytam sama prawdę, tak, jak to na serio wygląda. naczytalam sie multum artykułów, wywiadów z dietetykami, babeczkami, które schudly, blogów… i wszędzie się pisze, jaka to dieta nie jest cudowna, że wraca chęć do zycia, tyle energii, że swiat staje sie kolorowy i że na diecie jest super ekstra. Zawsze to czytalam z niedowierzaniem, bo sama mam ponad 10kg nadwagi i w wieku 25 lat przechodziłam podobnie jak ty chyba wszystkie możliwe diety na świecie, sporty – nie sporty itd i wiem, z przynajmniej ja tak mialam, że to wcale nie było takie różowe jak to wszyscy opisują. Wiem, że tak sie z reguły pisze, żeby nie zniechęcać ludzi, że odchudzanie się to przede wszystkim duużo wyrzeczeń swojego rodzaju męczenie się, szczególnie dla takich osób jak ja, kiedy od zawsze miałam sporo kilogramow więcej niż wszystkie koleżanki wokół i po postu uwielbiam jeść.. Dzięki za to, że mogłam przeczytać jakiś ludzki post o odchudzaniu się, nie jestem sama :)

    • No mnie też te różowo cukierkowe posty wkurzały do granic możliwości. Zwłaszcza, te kobiety piszace, ze przy diecie zdziwily sie ze posilki „wcale nie sa male”. Moze nie byly, przez dwa tygodnie, przez miesiac… ale potem kurna dietetyczne posilki SĄ małe i człowiek JEST głodny. To jest taki przewlekly glod, glod kogos niedojadajacego przez dlugi czas, nie da sie go zagluszyc ciepla herbata i gotowana cukinia.
      Wkurzało mnie to, jak kobiety pisały ile to nie mają energii i że skoczyło im libido. Ja szczerze powiedziawszy od kiedy schudłam (od szesciu miesiacy) to libido mam na mega niskim poziomie (przedtem generalnie mialam tak wysokie ze ciezko bylo sobie czasem z tym poradzic :P) mimo, ze jadlam przez ostatnie pol roku normalnie, jadlam slodycze i pizze i pilam piwo (ale tez duzo cwiczylam).
      Raz przez ta diete malo nie wyladowalam w szpitalu (nie z powodu anoreksji, zeby nie bylo) – organizm byl wycienczony.
      Wkurzaly mnie rady „idz do dietetyka”. Sorry ale to nie jest tania sprawa.
      Nadal musze jesc co trzy godziny i to jest dosc… trudne. Szczerze, kto normalny je co 3h? Zwlaszcza, jak czlowiek jedzie do rodziny, a tam duze sniadanie, obiad i kolacja i pomiedzy powiedzmy inne zajecia, nie ma jak zjesc „miedzy”.
      Po diecie mam niestabilny poziom cukru we krwi, gorzej niz przed dieta. Bardzo latwo spada, i czesto czuje sie jakbym miala zemdlec.
      Rada ktorej nienawidzilam to jedz duze sniadanie. Ja serio jem wielkie sniadania a potem kiedys robili mi badania krwi, po godzinie – glukoza ponizej normy na czczo. Niezaleznie od wielkosci sniadania, jestem glodna po godzinie.
      Wage utrzymalam od marca na mniej wiecej stalym poziomie, plus minus jeden czy dwa kilogramy, w zaleznosci od tego czy cwiczylam i ile.
      Przeszlam szostke weidera, cala – droga przez meke.
      Nie chce Cie zniechecac – ale spojrz na sprawe trzezwo i nie boj sie, schudniesz, trzymam kciuki, nie jestes sama w swoich frustracjach, frustracje trzeba z siebie wyrzucac… a diete trzymac :)
      Acha, i przez cala diete, w zasadzie codziennie, jadlam 2 kostki czekolady i pilam mocne espresso (nie ma jak zakazane produkty :))

      • Swietny artykul (wpis). Chociaz woda mnie zalamalas, jeszcze litr to ujdzie, ale zeby dwa..zima brr
        Moja przygoda z dietami zakonczyla sie w momencie odkrycia diety CKD, stosowanej przez sportowcow do zbicia tluszczu, gdyby nie to, moglabym wygladac jak wiekszosc mojej rodziny z nadwaga, bo nie potrafie chodzic ,,glodna”. Pamietam te 7 migdalow lub 2 kostki ciemnej czekolady do kawy, heh. Wiem jak to zabrzmi, ale ta dieta potrafi dodac energii i nawet podnosi temperature ciala. Nie chce niekogo namawiac, tylko dziele sie swoim doswiadczeniem. Pozdrawiam wszystkich dbajacych o linie :)

    • Nie no, od roku nie przytyłam. Jadłam wiele rzeczy, w tym lody i słodycze, piłam piwo etc – wszystko można, byle z umiarem :) Napiszę też posta o utrzymywaniu wagi.

  5. witam
    w końcu ktoś napisał prawde .Ja przez 4 m-ce odchudzałam się i były tego efekt 7 kg mniej ale u mnie nie było wsparcia ze strony rodziny i znajomych poddalam się i znów zaczełam tyc. tak bardzo chcała bym schudnąć ale brak mi motywacji chcala bym żeby ktoś dał mi kopa i był przymnie . Mój mąż nie zauważał tego wysiłku ani nie pochwalał ani dopingowal jedynie jak znajomi reagowali na ulicy to byłam z siebie dumna . Przykro mi jest i sama na siebie jestem wściekła że znowu nic z tego nie wyszło. Za każdym razem codziennie powtażam że znów zaczne odchudzanie ale potem pochlaniam duże ilości żarcia i mam wyżuty sumienia. Jestem wściekła na siebie że palenie udało mi się żucić bez zbędnych wyżeczeń i trudu tak z dnia na dzień a tylko w tej kwestji jestem do kitu.

    • Zastanów się po co chcesz schudnąć i wypisz 10 argumentów za. Czy nie robisz tego sama dla siebie, żeby być zdrowa, mieć energię, móc uprawiać sport, czuć się atrakcyjna? Więc skoro robisz to dla siebie, to na co ci wsparcie otoczenia? Znajdź 5 rzeczy, które zawsze chciałaś zrobić, ale waga przeszkadzała, np. bez skrępowania pół dnia chodzić w samym bikini na wakacjach, wystartować w maratonie, wyjść tańczyć z koleżankami na miasto. Może problemem jest twoja samoocena („jestem do kitu”, „mam wyrzuty sumienia”) a nie otoczenie? Nie można całe życie być bluszczem i potrzebować podpory w innych. Weź życie w swoje ręce, nikt go za ciebie nie przeżyje. Kluczem do każdych zmian na lepsze jest samoakceptacja i znalezienie pozytywnych stron zmiany na lepsze dla siebie. Dieta, bo „mężowi będę się bardziej podobać” jest tylko źródłem frustracji i to frustracji przekierowywanych z czasem na męża, bo to przez niego nie dojadamy, nie możemy pozwolić sobie na to i owo. Przypomnij sobie jak i czemu rzuciłaś palenie. Skąd pochodziła motywacja, że tak szybko udało ci się zwalczyć nałóg?

    • Przeszłam Twoją drogę, tylko nie z mężem, a z rodziną („powinnaś schudnąć”, powtarzano mi w domu, a potem słyszałam „zostały kotlety, może chcesz jeszcze jednego?”) Schudłam dopiero jak przestałam słuchać kogokolwiek, sama regulowałam, co jadłam i kiedy i sama ustalałam, co jest dla mnie dobre a co nie. Mój chłopak z tamtych czasów też nie był wsparciem i rozstaliśmy się jak schudłam – przestałam mu się podobać (oczywiście zaprzeczał).
      Motywacją może być:
      a) zdrowie – wtedy otoczenie jakoś łatwiej akceptuje Twoje odchudzanie. Mówisz „muszę schudnąć”, bo „mam wysoki cholesterol, obciążone stawy, początki astmy, jestem na granicy cukrzycy etc”.
      b) ubrania – pomyśl o tych wszystkich fajnych ciuchach, o szortach (bikini nie jest dla wszystkich), o obcisłych bluzkach, o ładnych sukienkach, o dżinsach rurkach, które chciałabyś założyć… czy w ogóle o ciuchach, o których zawsze marzyłaś
      c) może to niespecjalnie chrześcijańskie, ale odchudzenie się wzmacnia poczucie własnej wartości. Wyobraź sobie koleżanki, znajome spotykające cię na ulicy po długim widzeniu i mówiące „ojej, ale Ty schudłaś!”, „jak ładnie wyglądasz!”

      Może traktujesz siebie za surowo? Czasem warto stanąć na wadze i zaakceptowac stan faktyczny. Okej, ważę 100 kg. Tak, mam problem z wagą. I nie oczekiwać szybkich efektów, ale powoli, codziennie, pracowac nad jedzeniem, nie przez „dietę kopenhaską” ale przez nauczenie się, dlaczego jesz (zajadasz smutek? stres? samotność?) i powolną zmianę tego stanu.

  6. Hej Katy, dzieki za bloga. Ja po dwoch ciazach z rozmiaru 38 wskoczylam w 46 (UK 16!!!) i jestem zalamana. Ilekroc probuje zrzucic nie moge wytrwac. I tak ciagle. w pracy jem prawie nic a po powrocie do domu zjadam cokolwiek wpadnie w rece…i niby zdrowo ale po 19 nie powinno sie juz jesc. W UK podobnie jak w Stanach nie ma problemu z ubraniem w dowolnym rozmiarze. Nikt tez na ulicy czy w pracy nikogo nie ocaenia jak wyglada. Nikt sie na ulicy nie patrzy dziwnie na gruba pania bo nikogo nie obchodzi jej wyglad ! W Polsce jest kompletnie inaczej, na ulicy jestes osaczona wymownymi spojrzeniami, w sklepach z ubraniami czujesz sie jak wieprz i stad, tak mi sie wydaje, jest o wiele latwiej pod presja jakby, schudnac. Tak jest w moim przypadku. Od 4 lat jestem w UK i nie daje sobie rady ze soba. Zaczelam od wczoraj. Tym razem przejmuje nad soba kontrole. Wytrwam bo dalas mi troche wiecej nadziei niz inne wpisy w necie. Dzieki Katy xxx Iza

  7. Podobno bez ćwiczeń i poświęcenia nie da się schudnąć nawet kilograma. Ale to nieprawda. Mi się udało schudnąć parę kilo chodząc na zabieg kriolipolizy. Jeśli ktoś nie ma czasu to naprawdę polecam.

  8. Ja ciagle szukam motywacji żeby się wziąść za swoje 87kg dlatego to 30 kg w dół dla mnie to marzenie nieosiągalne.Dokładnie jak pisała koleżanka wszystko niby jest ok dopóki nie trafię do sklepu z ciuchami bo w końcu trzeba coś na siebie ubrać i zaczynają się frustracje ,nie mogę na siebie patrzeć w lustrze ,nie mówiąc o zdjęciach czy filmach niemogę słuchać o dietach.Nienawidzę wychodzić z domu do pracy ubieram się w to co się na mnie zmieści bez większych wymagań. Poza tym nerwy i brak chęci do czegokolwiek boję się że już nie
    znajdę powodu żeby się za siebie wziąść bo w końcu dzieci czwórkę urodziłam mąż mnie jeszcze szanuje choć czasem się zastanawiam za co bo nic mi nie wychodzi ani prowadzenie domu, ani z dziećmi, praca bylejaka ,kiedyś nie miałam problemów z kontaktem z nowymi ludzmi teraz chowam się nawet przed tymi których znam .Spotkania , wizyty wszystko odkładam na póżniej dlatego bardzo podziwiam twój wyczyn.bo to duża sztuka ja jak zaczynam poważnie myśleć o diecie to zaczynam robić wszystko na przekór.
    Podziwiami pozdrawiam Ewa

  9. Ja kiedys bylam w takiej sytuacji, musiaam szybko schudnac, bylam zrozpaczona gdyz moja sylwetka musiala sie naggle poprawic, bo mialam wyjazd na wakacje z chlopakiem, o ktorym dowiedzialam sie 2 tyg przed bo postanowil mi zrobic niespodzianke,zastosowalam glodowke oczyszczajaca ,a le peklam, nie wytrzymalam tak dlugo jak chcialam trwala ona 2 dni tylko, postanowilam poszukac czegos w interneecie i trafilam na to http://track.acaiberry900.pl/product/AcaiBerry-900/?pid=129&uid=4300 troche zmienilam nawyki zywieniowe ii w 2 tyg spadlo 6 kg

  10. Niesamowite!!! dawno nie czytałam tak rozsądnych uwag na temat odchudzania – gratuluję nie tylko sukcesu ale i zdrowego rozsądku. Wreszcie ktoś napisał to co większość naprawdę grubych myśli ale boi się powiedzieć głośno – odchudzanie BOLI – to wstręrny i niemiły proces okupiony często wściekłością, łzami, chwilami totalnego załamania i odrazy do wszystkich którzy nie muszą przez to przechodzić… Mam 20-25 kg do zrzucenia i ciągle odkładam to na póżniej – ale Twój wpis natchnął mnie pozytywną energią i chyba tym razem się uda. Jestem znacznie, znacznie od Ciebie starsza – wiesz 3 dzieci :-) ale twój młodzieńczy rozsądek sprawił, że sobie pomyślałam – dobra koniec oszukiwania samej siebie – będzie bolało, będę wkurzona ale może i mi uda się osiągnąć taki sukces … Bardzo dziękuję i pozdrawiam. Anna

  11. ooo… wreszcie jakaś szczera historia odchudzania, w której nie ma żadnych superlatyw jak to wspaniale człowiek się poczuł kiedy przeszedł na zdrowy styl życia. Odchudzanie nie jest przyjemne. Ja jestem na rozsądnej diecie, pięć posiłków dziennie etc etd i mogę powiedzieć że nie czuję się mocno głodna. Ale nie czuję się też NAJEDZONA. Ciągle mam uczucie w stylu „coś bym zjadła…” O wyjściach „na piwo” ze znajomymi, podczas gdy ja zamawiam wodę z cytryną nie chce mi się wspominać. Co do wody to się zbuntowałam – nie dam rady i już. piję herbatę bez cukru, kawę, a wodę okazjonalnie. na razie chudnę… z tym, że ja mam do schudnięcia maksymalnie kilka kilo. Z relatywnie niskiej wagi (dodam że wcześniej rozpieprzyłam sobie metabolizm dietami) kilogramy schodzą powoli, nie ma „kopa” jak u innych ludzi którzy szybko widzą efekty… ja mozolnie idę do przodu i po trzech tygodniach czuję tylko że spodnie jakby lekko luźniejsze.

  12. Przyznam, że zaskakuje mnie w Twoich zdjęciach jednak rzecz. Kiedy je obejrzałem pierwszy raz, coś mi się nie zgadzało. Przede wszystkim „grubasy” mające nadwagę od dziecka, nie mają ładnej sylwetki. Tymczasem na zdjęciu w górach widać, że masz ładnie ukształtowane nogi. Są nie tylko szczupłe, ale nie widzę jakiejkolwiek deformacji po latach nadwagi? Niemal każda osoba po latach otyłości, nawet jeśli znacznie schudnie, ma raz na zawsze zniszczoną figurę. Jak to się u Ciebie stało, że masz nogi typowe raczej dla wysportowanej kobiety bez śladu dawnej nadwagi? U mnie na zawsze pozostały grube uda. Zresztą wiele koleżanek po zrzuceniu 10-15 kg waży tylko mniej, ale nie wyglądają ładnie.

    • Zawsze byłam dość umięśniona. Pani dietetyczka, która robiła mi pomiar składu ciała przed odchudzaniem też się zdziwiła, bo wyszło na to że co prawda mam 30 kg zbędnego tłuszczu… ale mam też masę mięśniową zbliżającą się do maksimum dla normalnej kobiety o moim wzroście (mogę Ci wysłać skan jak nie wierzysz). Od dzieciństwa trenowałam na rowerze, chodziłam po górach – na długie dystanse, z plecakiem – i jako nastolatka chodziłam na siłownię i jeździłam na nartach. Nawet będąc gruba często zaczynałam dzień od gimnastyki i codziennie chodziłam kilometry na piechotę. Nogi chyba odziedziczyłam po tacie (tata ma bardzo ale to bardzo atletyczne :)). Poza tym, nawet jak byłam gruba byłam dość proporcjonalna i ludzie nie wierzyli, kiedy mówiłam ile ważę.
      Na zdjęciu sprzed odchudzania nie widać mojego pokaźnego brzuszka (który parę kobiet pomyliło z ciążowym lol), tudzież brzuchola. Mam normalne, mocne umięśnione i dość szczupłe uda i łydki (łydki zjechały jeszcze od biegania, mięśnie na udach się uwypukliły), ale po odchudzaniu został mi dalej nieciekawy brzuch. Piersi też długo dochodziły do siebie – przyznam, że nawcierałam się kremów. Pupa podniosła się i zaczęła wyglądać jako-tako dopiero jak zaczęłam biegać. Ramiona i plecy mam okej, bo przez cały czas odchudzania i trochę przed nim pływałam. Do dzisiaj pływam na wytrzymałość, kraulem i motylkiem. Myślę, że pomogło mi to, że przez całe odchudzanie i do dzisiaj uprawiałam sport. Niespecjalnie intensywnie, ale z żelazną regularnością i systematycznością.
      Myślę, że każdemu pamiątki zostają gdzie indziej. Kobiety też mają różne budowy ciała. To, czy i kiedy wygląda się jak Ewa Chodakowska też zależy od indywidualnych predyspozycji.
      Na rozciągniętą skórę dobrze działa stary dobry (i niesłusznie zapomniany) callanetics.

  13. świetny artykuł ja sama mam problemy z odchudzaniem teraz po przeczytaniu zawezmę się i spróbuję tak jak ty jeść aż poczuję sytość :D

  14. Spokojnie, wszystko przyjdzie z czasem, wytrwałości, dziewczyny! Polecam książkę „Dieta bez pszenicy” – daje do myślenia! Bo nasze brzuszki to pszenne brzuszki!

  15. Gratuluję:) wiem jaki to wysiłek sam zrzuciłem 34 kg, i w tym samym czasie rzuciłem palenie… Dobra dieta w połączeniu z wysiłkiem fizycznym robi cuda!!! ;D

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s