O filmie Gran Torino

Znajomi mówili, że to dobre, i na ff był też odpowiedni wątek. Nie kieruję się ff jako wyrocznią w sprawach kulturalnych, ale – tak mi się wydawało – coś musi się kryć w tym ogólnym zachwycie. Co tam, pomyslałam, obejrzę i się przekonam.

Może najpierw mały kwestionariusz:
Czy mi się podobało? TAK
Czy film był podejrzany ideologicznie? NIE
Czy film miał przesłanie ? TAK
Czy popłakałam się na końcu…? TAK
Czy to jest dobry film? TAK, ale…

I myslę, że to tutaj kryje się problem. To jest niezły film – fakt.Ale po laurkach jakie mu wystawiono spodziewałam się czegoś poruszającego niczym Pasja Gibsona i z aktorstwem jak w Czasie Apokalipsy Coppoli (no, przynajmniej na poziomie Brudnego Harry’ego). Tymczasem dostajemy całkiem zwyczajną opowieść o człowieku, który musi się ustosunkować do własnej śmiertelności – bez fajerwerków. O ile zakończenie, a także niektóre sceny (np. jak Walt wywala z domu swojego syna razem z jego propozycjami co do raju na ziemi jakim jest dom starców i prezentami dla seniorów) mnie rozbroiły, to całość jakoś nie powala.

Wydaje mi się, że tak jak kompresja z wavów do mp3 spłyca dwięk i pozbawia go zarówno wysokich jak i niskich tonów, tak ten film w jakimś sensie spłyca rzeczywistość – pozbawia ją pewnej głębi, półtonów, tła. Poza głównym wątkiem właściwie wszystkie pozostałe to gra stereotypami (jak chłopak-tchórz, jak motyw starego człowieka który chce przed śmiercią rozliczyć się ze światem i zrobić coś dobrego tylko sam o tym nie wie, jak motyw nieudanych dzieci nierozumiejących rodziców, jak mało wiarygodny ksiądz-cherubinek, jak scenka gdy chińskie dziecko pomaga zanieść zakupy które białe dziecko rozrzuciło). Może nawet ta gra stereotypami jest ciekawa, miejscami śmieszna (np. tłumaczenia przekleństw w tej wersji jaką oglądałam czy wspomniana scena wywalania dzieci z domu) – ale nie jest nowatorska a do tego niekiedy powoduje wrażenie sztuczności. Zakończenie mnie rozbroiło – to prawda. Ale po drodze parę razy myślałam: toż to tandeta do sześcianu.

Naprawdę dobrze pokazany jest przede wszystkim stosunek Walta do świata, z jednej strony nienawidzącego „żółtków”, „asfaltów” i zaniedbanych trawników a z drugiej dobrego człowieka który starannie ukrywa to, że tak naprawdę całe życie starał się być porządnym obywatelem. Walt jest tradycyjny ale nie w kościelno-dewocyjno-martyrologiczny sposób, a w sposób jaki można określić jako zwyczajnie męski. Myślę, że aktorstwo Eastwooda ratuje tu film od totalnego banału.

Czasem, owszem zdarzają się wyjątkowo dobre filmy o wyjątkowo nie-lewackiej wykładni ideologicznej i z tego powodu przemilczane w mainstremowych mediach albo zmasakrowane przez krytykę z jakiegoś błachego powodu – ale ten chyba nie jest z tej kategorii. Owszem, wolę oglądac to a nie film o dramacie w pedalskiej „rodzinie”. Ale wydaje mi się, że popularność tego filmu wynika właśnie z jego nielewackości – względnej prawicowości, Walt jest taki porządny, woli zginąć jak mężczyzna a nie na raka płuc w szpitalu. Tak samo jak film o dramatycznej i burzliwej miłości dwóch pań do siebie, choćby i był artystyczną i aktorską porażką zdobędzie wielką popularność wśród około-tęczowych portali, tak podobnie zrobiony przez znanego aktora film względnie nie-tęczowy zdobędzie popularnośc wśród portali anty-tęczowych.

Szczerze – to nie wiem co o tym myśleć.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s