O Andrzeju Pilipiuku

Ogólnie to przyzwyczajam się do pisania bloga. Dotąd wystarczał mi papierowy pamiętnik (tak, tak, papier ma w sobie coś przytulnego).

Podchodziłam do zakładania bloga chyba z 4, może 5 razy w ciągu ostatnich pięciu lat, i nic mi z tego nie wyszło.

Ten blog to na razie poligon (tak jak i blog frondowy).

Kieruję się póki co zasadą jeden dzień – jeden wpis. Ale przejdę do meritum czyli do tego o czym chciałam dzisiaj napisać. Sprawa aktualna, bo pokazała się nowa książka Pilipiuka „Rzeźnik drzew” – do której boję się zajrzeć… Może zacznę tak. Pilipiuka czytam od bardzo, bardzo dawna, zanim powstała fabryka słów i zaczęła wydawać polską fantastykę Pilipiuk już był.

Pamiętam takie opowiadanie, „Park Jurasicki”, czytałam je bratu a głos, mieliśmy wtedy jeden komputer i to które czekało na swoją kolej musiało czymś się zając. Ale nie wytrzymałam, czytałam na głos. Potem poszłam na strych i wyciągnęłam wszystkie stare Fenixy, odgrzebałam debiut Pilipiuka i jego pierwsze mniej lub bardziej udane opowiadania. Czytałam po nocach, z wypiekami na twarzy, zafascynowana, że oto jest ktoś, kto opisuje otaczającą mnie rzeczywistość tak, jak i ja ją widzę. Mogę w sumie powiedzieć, że była to jedna z moich pierwszych naprawdę samodzielnych fascynacji literackich.

Piszę te lekko ekshibicjonistyczne a mało dziennikarskie słowa dlatego, żeby podkreślić, że losy tego pisarza śledzę od bardzo dawna. Długo wydawało mi się, że oto pojawił sie pisarz zdolny rozliczyć nas z PeeReLem. Mainstream w zasadzie przez całe lata 90 obchodził ten temat. A potrzebujemy rozliczeń. Wydawało mi się, że oto znalazł się może nieokrzepły, ale wieszcz, ktoś gotów niczym Borys Pasternak w „doktorze Żywago” rozliczający Rosję z rewolucją październikową, rozliczyć Polaków z komunizmem. Zresztą, tu i ówdzie opublikowałam swoje przepowiednie (można je znaleźc m. in. na stronie fabryki słów). Ale z roku na rok albo Pilipiuk pisze coraz większą tandetę albo też ja dojrzałam literacko, bo jakoś moja wiara od pewnego czasu słabnie i słabnie.

Rozumiem, że pisarz musi zarabiać na chleb i że takie produkcje jak Oko Jelenia (czyta się świetnie, o ile wyłączy się myślenie), produkcje skierowane do gimnazjalistów musiały się trafić. Nie są lewackie, napisane sensownie, rozwleczone, miejscami absurdalne – no ok, niewyrobiony gimnazalista przeżyje. Ale kolejne części Jakuba W. rozczarowywały mnie coraz bardziej. Oto heros byłych pgrów, pijak i pijawka staje się nagle geniuszem i postać się mówiąc brzydko, lekko rozspójniła. Do tego w którejś z tych nowych części trafiła sie ni z gruszki ni z pietruszki scena para-erotyczna która przyprawiła mnie o nudności. Mam wrażenie, że Pilipiuk ewoluuje, ale bynajmniej nie w kierunku wieszcza, a w kierunku pisarza-grafomana, produkującego taśmowe produkcje na podobne tematy, przy jednoczesnym nie bawieniu się w jakiś ład i skład w tym wszystkim.

Boję się więc tej nowej książki. Boję się, że znowu wkroczą armie zombiaków, ilość krwi przerazi holiłódzkich reżyserów, będzie dużo upitalania i zabijania, a sensu i przesłania – jak na lekarstwo. Że będzie to kolejny Pratchett (Pratchetta nie trawię) albo Sapkowski albo Ziemiański, albo którykolwiek z tych pisarzy piszących cudownym językiem o niczym (a Pilipiuk porawił język i styl). Boję się, że ma wizja Pilipiuka-wieszcza, Pilipiuka którego stać naprawdę na niezłe, nietypowe pomysły, na dobrych bohaterów, na nietypowe refleksje, na przemycaną niecnie ale nie- nahalnie konserwatywną-liberalność rozwieje sie ostatecznie… Zastanawiam się, czy wyłącznie ja mam takie poczucie?

Reklamy

One thought on “O Andrzeju Pilipiuku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s