Wino truskawkowe

Chciałam iść na co innego, może na jakąś super-produkcję, ale w kinach aktualnie po prostu nic nie ma. W czasie, gdy normalny człowiek ma czas i chęć by wybrać się do kina (czyli po południu lub wieczorem) w multipleksach grają głównie denne komedie i „Anioły i Demony”. Całe szczęście niektóre kina – poza multipleksami – pokazują mniej lub bardziej niszowe produkcje. Tym sposobem trafiłam na „Wino truskawkowe”.

Przywitała nas w kinie wystraszona pani z pytaniem, czy my na ten film, bo ona też, i jak się nie zbierze kworum to nici z projekcji (kworum wynosiło 4 osoby). Ale kworum się zebrało i w ogromnej sali na ponad 200 osób zasiedliśmy chyba w szóstkę i oto odsłoniła się kurtyna (niszowe kina miewają tę magię…).

Ogólnie „wino truskawkowe” to film, który rozgrywa się w nieprawdziwym świecie, ale za to opowiada prawdziwą historię (np „Tatarak” dzieje się co prawda w prawdziwym świecie, ale historię opowiada sztuczną i w sztuczny sposób). Miejscem akcji jest niby wioska w Beskidzie Niskim (okolice Dukli) i niby jest to opowieść o polskiej wsi. Mam drugi dom w tamtej części Polski i wiem przecież, że zaprezentowana w tym filmie atmosfera, duch tej ziemi, jest fałszywa. Może odpowiada ona w jakimś sensie klimatowi opowiadań Stasiuka, ale na pewno nie atmoferze wiosek, z których wygnano Łemków, które zmieniło 50 lat pegeerów, koło których śpią na wojennych cmentarzach młodzi chłopcy rozmaitych narodowości. Ci ludzie – bohaterowie filmu – nie mogliby pić wina truskawkowego. Co najwyżej bimber – i to własnej produkcji. Nie piliby z butelki ani ze szklanek – piliby z jednego kieliszka podając go sobie. I wiele szczegółów, które czynią z tego filmu raczej baśń albo też produkcję na pograniczu baśni i dziecięcej zabawy, gdzie realność nie jest wcale taka ważna.

Jednakże historia w filmie – o miłości, śmierci, zemście, winie i karze – wydaje dość prawdziwa (modulo ogólna surrealistyczna oprawa). Jest to zręczne zagranie archetypami (jak piękna, zagubiona w rzeczywistości kobieta, która nie zna swego pochodzenia, jak niekochana, niedoceniona żona, jak mężczyzna usiłujący pogodzić się ze stratą etc ) a więc jest to uniwersalna historia złożona z uniwersalnych motywów i ta konstrukcja sprawia, że to nie może się nie podobać.

Film jest miejscami śmieszno-rozbrajający (gigantyczna truskawa na nalepce na winie, ksiądz z poduszką w konfesjonale, pijacy śpiewający w wigilię „Beatę”, gospodarz chrapiący głośno przy filmie pornograficznym), miejscami liryczno-tragiczny (ścieżka przez potok zrobiona z macew czyli żydowskich nagrobków, zdjęcia zmarłej córki głównego bohatera), miejscami bajkowo-satyryczny (jak powrót jednego z bohaterów z tamtego świata).

Ogólne wrażenie jest … dobre. Nie wykluczam, że dlatego, że ostatnim filmem jaki widziałam był „Tatarak” (a recenzja Ziemkiewicza niestety dobrze go podsumowuje).
Może „wino truskawkowe” nie zachwyca. Nie wbija w fotel. Nie wywraca świata do góry nogami. Ale jest to przyjemny film, taki do oglądania, do posmiania, niepozbawiony refleksji, niegłupi. Może nie nowatorski. Ale jakiś taki „do oglądania”, inny.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s