Andrzej Pilipiuk – Rzeźnik Drzew – recenzja

Szczerze powiedziwszy, książka ta napawała mnie lękiem.

Po ostatnim tomie „Norweskiego Dziennika” zaczęłam wątpić, czy Pilipiukowi przychodzą jeszcze do głowy oryginalne pomysły trzymające się kupy. Bo poziom bzdrurności w Norweskim Dzienniku był taki, że lektura ta wymagała wyłączenia funkcji „myślenie”.

„Rzeźnik drzew” zawiera dwanaście nowych opowiadań (bezjakubowych = bez Wędrowycza). Na okładce napisane jest „zwala z nóg”, co okazuje się absolutną nieprawdą. W każdym razie mnie nie zwaliło. Po pierwszym opowiadaniu, gdzie zarówno humor jak i poziom dążyły – zdanie za zdaniem – coraz bardziej do Terry’ego Pratcheta, pomyślałam: „oto nowy Pilipiuk, poczytny autor nonsensownych czytadeł dla gimnazjalistów”. Drugie, tytułowe też niestety nie zwala z nóg. Ok, jest w nim pomysł, nie ma za to klimatu. Brnęłąm jednak dalej przez tę lekturę, zniechęcona i znudzona. Zastanawiałam się, czy znajdzie się tekst, który uratuje cały tom, coś takiego jak „Wujaszek Igor” z „Czerwonej gorączki”, do którego to tekstu często wracam.

Te opowiadania są inne. Są inne od tych z „Czerwonej gorączki” i są też inne od tych z Jakubem W. Sama książka nie jest też jednorodna. Poza opowiadaniami dla gimnazjalistów, jajcarską historyjką o Połozie (moim zdaniem jedyny tekst, gdzie dobry pomysł został wykorzystany od początku do końca), paroma opowiadaniami quasi-historycznymi na dawną modłę można też znaleźć w tym tomie poważne opowiadania w niewystępującym dotąd u Pilipiuka stylu.

Kilka z nich zachwyca pomysłem i rozczarowuje zakończeniem, do bólu schematycznym i w zasadzie przewidywalnym. Broni się „Bunt szewców” – ma nastrój inny niż wszystkie dotychczasowe twory Pilipiuka. Poza tym, broni się też „serce kamienia”. Także „Poddasze” należałoby uznać za niezłe – spodziewałam się jednak jakiegoś odwrócenia porządku na końcu, czegoś, co po angielsku nazywa się „twistem” fabuły, czegoś zaskakującego.

Wydaje mi się, że w tych opowiadaniach można znaleźć nowy, nieznany dotąd u Pilipiuka rys – trochę życiową dojrzałość, trochę mroczny klimat ale nie w rodzaju słowiańskich opowieści o cmentarnych hienach, a dziki, przerażający klimat niedopowiedzenia, porównywalny z opowiadaniami Janusza Cyrana. O dziwo, nie występuje w tych tekstach polityczna propaganda, która dotąd raczej się pojawiała, czasem mniej, czasem bardziej nahalnie, ale za to można ją było często łatwo wyczuć.

Ogólne wrażanie to bałagan. Trochę dość tandetnej mieszanki słów Ochrana, rewolucja, krew, upitolić, UB, nowa broń etc gdzie autor nie próbuje nawet brać najbardziej ogranych schematów i bawić się w ich odwracanie, lecz bierze je, jakimi są, i trochę lepszych, poważniejszych tekstów, z których wyłania się w jakimś sensie nowy Pilipiuk, dojrzalszy życiowo, potrafiący budować nastrój, gęstą atmosferę, rozumiejący psychologię bohaterów.

Mam podejrzenia, że może być to książka przełomowa. Tak więc szczerze życzę Pilipiukowi by nie rezygnował ze swoich pomysłów na pograniczu kpiny z czytelnika, ale też, by nie rezygnował z pisania dojrzalszych tekstów, bo są tego warte.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s