Co się stało z naszą klasą? {What happened to our class?}

Mój webowy research pokazuje różne ciekawe rzeczy (choć nie mam facebooka więc dane sa niepełne).
Moje koleżanki z podstawówki dziś są dwudziestopięcioletnie. Przynajmniej cztery osoby (mnie wliczając) piszą doktorat, w tym dwie (lub trzy) za granicą. Jedna w sławnej Pracowni Pytań Granicznych. Inna koleżanka pracuje na uniwersytecie w Poznaniu. Jedna jest aktorką (zresztą wyrosła na śliczną dziewczynę), inna była bądź jest modelką (zawsze była taka przerażająco szczupła 🙂 ).
Pięć dziewczyn (mnie wliczając) wyemigrowało, dwie do UK, jedna z USA przeniosła się do Holandii, inna pisze doktorat w Szwajcarii.

Ale nie o tym będzie ten post. Otóż w szkole zawsze są „cool kids”, dzieci lubiane, respektowane, dzieci, które mają średnią w okolicach 6.0… I innym dzieciom wydaje się często, że bez takiej średniej, posłuchu, charyzmy nie da rady odnieść sukcesu. Tymczasem jedna moja koleżanka, która w szkole uczyła się dość przeciętnie, dziś kieruje (z sukcesami) wielką firmą (rodzinną). Za to najbardziej „kulowa” dziewczyna z mojej klasy, przez rodziców goniona do nauki języków obcych, sprzedaje ubezpieczenia… Inna moja koleżanka szóstkowiczka (której, jako dziecko wróżyłam wielką karierę naukową) szukała pracy jako opiekunka do dzieci (zgadzał się adres i zdjęcie). Jeszcze inna (której również wróżyłam wielką karierę naukową) pracuje w Remesie (to taka firma od dość wyrafinowanej sprzedaży bezpośredniej) i podejrzewam, że dobrze na tym wychodzi finansowo. O innej „kulowej” koleżance wiem tylko, że zrobiła się wyjątkowo religijna – „kulowe dziewczyny” w katolickiej szkoły z reguły nie wyróżniały się jakąś ogromną pobożnością.

Co decyduje o sukcesie? (w rozumieniu dobrej pracy, powodzenia życiowego, sławy etc)
Czy jest to kreatywność? Giętkośc umysłu? Odwaga? Osobowość? Szczęście?
Bo z mojego researchu wynika, że niekoniecznie jest to inteligencja.
Może 25 lat to niekoniecznie dobry wiek na podsumowania (te moje koleżanki, które studiowały medycynę, ledwo ją skończyły a specjalizacja dopiero przed nimi…), no i nie mam pełnych danych, ale przyznam, te wyniki mnie zaskoczyły…

Reklamy

O mężczyznach i chłoptasiach {About the men and the guys}

Mój kolega, A., Egipcjanin, przedstawił mi taką oto teorię na temat męskości.

Otóż wśród istot płci męskiej rozróżniamy zasadniczo dwa typy: „mężczyznę” (man) i „chłoptasia” („guy”).

Mężczyzna, to ktoś, kto stara się i walczy o swoją rodzinę, o jej dobro, kto zrobi wszystko, by ją chronić. Ale gdy sytuacja tego wymaga, mężczyzna potrafi być czuły i romantyczny, jest wsparciem płaczącej kobiety i wie jak się nią zająć (tak tak, z podtekstami).
Chłoptaś na ogół umie zachowywać się romantycznie, lubi szybkie znajomości i różne przygody. Chłoptaś dba też o wygląd (nie jest tak znowu daleko od „guy” do „gay”). Tymczasem gdy przychodzi do wzięcia odpowiedzialności, do walki o partnerkę (używam tego słowa by podkreślić, że dotyczy to zarówno relacji typu „dziewczyna” jak i „narzeczona” i „żona”), chłoptaś bierze nogi za pas (dosłownie lub przenośnie).

Według A. około 90 procent istot rodzaju męskiego to … chłoptasie.

Zdarza się oczywiście, że chłoptaś staje się mężczyzną w obliczu konieczności – na ogół ostatnim dzwonkiem jest posiadanie potomka. Ustaliliśmy z A. , że bycie mężczyzną częściowo ułatwia przykład z domu, relacje z ojcem, ale chyba nie musi tak być.

Oczywiście – jak większość kobiet – chciałabym mieć męża mężczyznę a nie chłoptasia.

Spodobała mi się ta teoria, dlatego się nią dzielę… Czekam na komentarze.