Wypaleni {burned out}

Prawdopodobnie jest to wpis, który należałoby popełnić w pamiętniku, a nie na blogu, ale może na blogu odbije się szerszym echem i być może znajdę jakieś rozwiązanie.

Otóż obserwuję zarówno siebie, jak i swoich znajomych. Skończyliśmy studia, większość w tamtym, część w tym roku. I zamiast zaczynać dorosłe życie jako młodzi, entuzjastyczni, świetnie wykształceni, zaczynamy je wypaleni na starcie. Zero motywacji. Codzienna walka by podnieść się z łóżka, budzenie się „jako zombie”, jak określa to M. Rozmowy na gadu i na skypie – zawsze o tym samym – chciałbym/chciałabym, było inaczej, chciałbym/chciałabym mieć motywację, jakiś cel. Godziny bezsensownego przeglądania sieci, znudzonego podróżowania od linku do linku, i potem, gdy nie ma już ucieczki, ostatniochwilizm w pełnej krasie.

Syndrom ten dotyczy przede wszystkim tych moich znajomych, którzy nie mają drugiej połowy, czyli tych, którzy nie są w narzeczeństwie ani małżeństwie. Ale to chyba jedyna wspólna rzecz, ponieważ zdarza się to i u ścisłowców i u „chómanistuf” (wzorem Fiony tak będę od dziś określać absolwentów kierunków humanistycznych, którzy wszem i wobec demonstrują swoja pogardę i ignorancję w stosunku do nauk przyrodniczych i technicznych), u kobiet i u mężczyzn, u dwukierunkowców i u absolwentów skupionych na jednej dziedzinie.

Rozmawiałam z M. na czacie i usiłowaliśmy dojść przyczyn tego stanu. Co powoduje tę swoistą acedię, ten stan rozciągniętej na wiele miesięcy indyferencji? Czy to, że żyliśmy za intensywnie i mszczą się lata niedosypiania i przemęczenia? Czy brak intelektualnej stymulacji po opuszczeniu uniwersytetu? Czy – niekoniecznie uświadomiony – lęk przed przyszłością, przed opuszczeniem domu rodzinnego, i przed samodzielnością? Czy poczucie, że coś jest nie tak, bo pora założyć własną rodzinę, a osoby, z jaką można by podzielić los ani widu ani słychu? Czy może zwykłe, no może zwykłe-niezwykłe, bo przewlekłe, zmęczenie, bo po siedemnastu latach edukacji każdy może mieć dość?

Rozmawialiśmy z M. długo i intensywnie, i rozważaliśmy nawet hipotezy mniej i bardziej nadprzyrodzone. Na przykład zastanawia takie zjawisko: kiedy myślimy o tym, co mamy zrobić, że trzeba coś napisać, że jutro wstaniemy o siódmej rano, i wszystko się ułoży, to pełni jesteśmy entuzjazmu, autentycznej pasji. Kładziemy się do łóżka przepełnieni energią i… budzimy się jako zombie. Zanim zombie zabierze się do czegokolwiek sensownego, jest na ogół ósma (jeśli nie dziesiąta) wieczorem. I tak płyną dni i miesiące.
Wygląda to tak, jakby coś nas blokowało, bo jedna część doświadczonego syndromem wypalenia delikwenta wie, że praca jest fajna, że warto się starać, że pasja, że nowe wyzwania, że po prostu, jest dobrze, a druga część blokuje, mówi: „poleż do 11, nic się nie stanie”, „zrobisz to jutro, świat się nie zawali”, „plany poczekają”… I tak, i tak jest niedobrze. I tak płyną dni i miesiące, z widmem jutra, kiedy wszystko się w końcu uda, kiedy wszystko będzie jak trzeba, kiedy przesiedzimy tyle godzin co trzeba nad pracą, z widmem jutra, które nigdy nie przyszło.

Nasze sprzeczne metafizyczne hipotezy zdają się nie sprawdzać. Hipotezy psychologiczne też niewiele dały, zresztą jako ludzie o ścisłych umysłach średnio chcieliśmy im wierzyć, bo psychologia przypomina czasem „wróżenie z fusów”.
Może ktoś będzie wiedział, dlaczego, dlaczego, dlaczego, dotyka nas ten stan chorej, zdawałoby się: dobrowolnej, abnegacji?

Reklamy

12 thoughts on “Wypaleni {burned out}

  1. Cieszą się, że napisałaś tego posta. Uświadomił mi w jakim stanie ja też jestem. Niestety zaliczam się do tych osób, które tylko ciągle narzekają, coś chcą a nie mogą. I niespecjalnie się tym przejmuję:) Powoli zaczynam rozumieć skąd to się bierze, ale to już przemyślenia zdecydowanie do pamiętnika:)

    • Uświadomienie sobie wewnętrznych konfliktów to już połowa drogi do wyjścia z nieszczególnej sytuacji… tak twierdzi moja siostra, psycholog 🙂
      A tak serio to chciałabym, by mi to pomogło, bym po popełnieniu wpisu mogła wstac w końcu o siódmej i z zapałem się do czegoś zabrać…

  2. tak, ja to też mniej więcej ten typ (choć human), ale z zaskoczeniem stwierdzam, że znam parę osób, które nie pasują do tego wzoru (może dlatego, że mają swoje drugie połowy?…). Co ciekawe, ci energiczni, pełni pasji młodzi ludzie (którzy zresztą do magisterki na razie nie dobili) ciągle narzekają na stan obecny, nie zgadzają się na niego i pełną parą walczą z nim na tyle na ile mogą. Oczywiście nie planują rewolucji ani całkowitego przeobrażenia systemu, tylko zajmują się pracą u podstaw…

    Może my mamy zbyt przytłaczające marzenia? Chcemy zobaczyć świat całkiem inny niż jest i blokuje nas niemożliwość tej wizji? Kiedy inni po prostu cieszą się życiem i tym, że mogą działać

    • Tak naprawdę, chciałabym wiedzieć co mnie (nas) blokuje.
      Może to – dziecięce jeszcze – marzenie o fajnej przyszłości, wedle którego powinnam mieć już męża, a które się nie ziściło? Może różnorodność świata, w której trudno jest wybierać? Nie mam pewności, czy to wizja jako taka.

  3. Powiem Ci, że na poły rozumiem. Na poły, bo wciąż się użeram z marnowaniem czasu, z zarywaniem nocek, z obezwładniającą niechęcią do jakiegokolwiek wysiłku intelektualnego.

    Ale tylko na poły.

    Bo z drugiej strony, uczelnia rozjaśnia mój dzień i rozchmurza mnie niemal zawsze. Od razu zaczyna mi się więcej chcieć. od razu plany nabierają rozmachu.

    Wiem, że mnie na pewno szkodzi nadmiar komputerowania. Odcięcie tego od razu poprawia efekty na dowolnej płaszczyźnie. Acz walka wciąż trwa.

    Więc dobrze, że o tym piszesz, bo to może być przestrogą, refleksją, i ogólnie dziękuje 🙂

    • ja nie pytam tylko o siebie, ja pytam o wielu moich znajomych, którzy powołanie odkryli dość wcześnie, są tam, gdzie zawsze chcieli być…. i przyszło wypalenie.

      • A ja nie mówię, że to dotyczy tylko Ciebie, jeśli możemy być na Ty. Podobnie mnie i mojego rocznika (mgr psychologii 2002)

        Psychologizować możemy do bólu, a odniosłem wrażenie, że chodzi o odpowiedź bardziej duchową? Wyśmiewają acedię na rebelce, ale kto wie? Czy nie może dotyczyć wielu osób jednocześnie?

        Nikt nie mówi, że „złe myśli” nie zasadzają się na czymś naturalnym. Zła formacja uczelni naszych (znam ją od tej i tamtej strony), słabe przygotowanie absolwentów do rzeczywistości nagłego braku planu zajęć i zmagań z miernotą „rynku pracy”, brak przygotowania „rynku” do absolwentów. Nawet tyle wystarczy.

        Tysiące małych przyczyn można podawać.

  4. Pingback: Wypaleni – ciąg dalszy {burned out – continuation} « Blog Katy {Katy's blog}

  5. Jest jeszcze jedna przyczyny szybkiego wypalania się. Niestety część osób zarówno wybierając kierunek studiów jak i potem miejsce pracy, kieruje się nie umiejętnościami, zainteresowaniami, a tylko kwestią finansową. I zaczyna się problem, ponieważ osoba taka z niechęcia uczęszcza na zajęcia, z nienawiścią do pracy i proces wypalenia zawodowego zaczyna się w tak młodym wieku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s