Obciach y żenada {The total embarassment}

Starałam się dotąd prowadzić mojego bloga tak, by pisać głównie o „wysokiej” kulturze, o jakichś mądrych książkach, wierszach i filmach lub ewentualnie notować własne, warte uwagi spostrzeżenia.

Tymczasem, do napisania tego wpisu zainspirował mnie wątek na stronie gejzety ( gejzeta ). Żeby nie było, że włóczę się po tym forum, dodam, że wątek ten był podlinkowany na stronie głównej. Na stronę gejzety wchodzę codziennie, żeby przekonać się, czy jest we mnie jeszcze dość niezgody i na ile zdradziłam ideały mojej młodości, i na ile jeszcze mam siłę walczyć o państwo, w którym komunizm został rozliczony i które nie pcha się z butami w łóżko i życiorysy obywateli. We wspomnianym wątku czytelnicy – pretendujący do miana i roli intelektualistów – zwierzają się z okropnych sekretów dotyczących tego, co ich zachwyca, choć nie powinno.

Osobiście nie uważam książek Małgorzaty Musierowicz za jakiś specjalny obciach. Ze współczesnych pisarek młodzieżowo – kobiecych wydaje mi się jedną z oryginalniejszych, ponadto lubię jej ciepły, niewymuszony styl. Do tego mieszkam (w Polsce) w tej samej gminie, więc przemawia przeze mnie lokalny patriotyzm. Tym niemniej, w inspirującym zjawisku pop-kultury, kultury niskiej, kultury durnej i bzdurnej nieraz znajdowałam fascynujących autorów, fascynujące piosenki i w ogóle fascynujące zjawiska. Ponadto są pisarze i filmy, których wypada znać… a ja ich zwyczajnie nie trawię, choć powiedzmy, że popieram ich poglądy.

Zacznijmy od pierwszego.

Lubię filmy akcji. Oczywiście nie wszystkie, bo co to za przyjemność oglądać idiotyczną rąbankę, gdzie główny bohater podrzuca dwa razy większych facetów na sufit, ma ponad 100 nabojów w magazynku i nie imają się go kule. Pamiętam z jaką pasja czytałam w pierwszej klasie liceum „Tożsamość Bourne’a” (na muzyce). W szkole wypadało szpanować Brechtem, Dostojewskim, Goethem (do dziś pamiętam minę nauczyciela, który odkrył w moich rękach „sotnie łysego Iwanki” Romana Danaka, książkę, o której istnieniu nie miał pojęcia) a Ludlum był po prostu w bardzo złym guście. Awansowałam pewnie na królową obciachu, co nie zmieniało faktu, że wtedy, na muzyce, dzieje Bourne’a wydawały mi się bardziej pociągające od wszystkiego innego, co czytałam dotąd. Potem mi oczywiście przeszło.

Podobają mi się niemal wszystkie patriotyczne filmy z przesłaniem, takie w stylu „Patrioty” z Melem Gibsonem albo „Gladiatora”, albo jednego z najlepszych filmów jakie znam: „Ostatniego Samuraja”.

Lubię Harry’ego Pottera. Co z tego, że daleko mi do jego linii ideologicznej (nie chodzi mi o jakieś antychrześcijańskie przesłanie, to nie ma za wiele do rzeczy), bo z pierwszych rozdziałów zawsze kapie przerażające lewactwo w najgorszym, bo skierowanym do dzieci, guście. Przeczytałam pierwsze pięć tomów kompletnie wciągnięta (szóstego i siódmego nie miałam od kogo pożyczyć, nikt nie dał mi w prezencie, a kupować nie chciałam).

Grocholę czytałam z wypiekami na twarzy, wywieszonym językiem i pełną świadomością, że to jest głupie, nie na poziomie i w ogóle. Grochola tym swoim prostym, mówionym językiem codzienności potrafi czarować. Nie ma lepszych książek do samolotu.

Lubię proste intelektualno-zręcznościowe gry (w tym moje ukochane z dzieciństwa, wcale nie był to mario, a dyna blaster, cheese terminator i chips challenge, ze współczesnych: world of goo) i lubię gry rąbanki, takie w stylu nieodżałowanego Max Payne’a… Całe szczęście (dla mnie) gry na maca nie są popularne.

Wchodzę na stronę rzeczpospolitej tylko po to, by sprawdzić dział „styl życia”, ewentualnie „plus minus”, ale ostatnio dostęp jest ograniczony bez żadnej ludzkiej formy płatności w rodzaju paypala. Polityka mnie niespecjalnie rusza. Najbardziej lubię blog Joanny Bojańczyk, ewentualnie felietony Ziemkiewicza.

Podobały mi się „granica”, „lord jim” i „czekając na Godota”, co w kombinacji z tym, co mi się nie podobało lub czego nie przeczytałam (patrz poniżej) ponoć czyni mój gust literacki wartym uczczenia minutą ciszy.

Czasem lubię słuchać Rubika i Lady Gagi. Rubik jest cudownie, kiczowato emocjonalny, a Lady Gaga nie ukrywa, że w tego typu popie chodzi tylko o wyuzdanie i skandal, i za tę szczerość zyskała moją sympatię.

Na dodatek jeden z moich ulubionych filmów to „Boondock Saints” (Święci z Bostonu), ponoć apoteoza przemocy i nie-wiadomo-czego-jeszcze. Za każdym razem tak samo mi się podoba.

A teraz kategoria druga: co mnie NIE zachwyca, choć niby powinno.

Nie przeczytałam Władcy Pierścieni. Serio. Próbowałam trzy razy i najdalej doszłam do połowy trzeciego tomu. Co więcej, nigdy nie obejrzałam „Gwiezdnych wojen” ani „odysei kosmicznej 2001”, bo jakoś wszyscy zawsze o tym rozmawiali a nikt nie zapraszał do oglądania.

Nie trawię Pratchetta, za co na portalu NF odsądzano mnie od czci i wiary.

Średnio trafia do mnie Terlikowski. Lubię za to zimny jak ostrze sztyletu styl Michalkiewicza. Wiem, że nie powinnam ich porównywać, bo nie piszą o tym samym, ale jakoś tak mi się nasunęło.

Nie przepadam za fantasy, ile można czytać o elfach, krasnoludach i ratowaniu świata. Chyba nie tego szukam w literaturze. Dla odmiany ratowanie świata w stylu Silverberga nie drażni mnie aż tak bardzo.

Nie lubię kryminałów, jestem w stanie od biedy strawić Alistaira McLeana (i jeszcze jednego amerykańskiego autora, którego nazwisko wypadło mi z pamieci), ale na przykład Agatha Christie poraża mnie rozwlekłością. Nie bardzo przepadam za Chmielewską. Do tego nie znoszę horrorów (szczególnie w formie filmów), za wyjątkiem opowiadań Ziemkiewicza „tańczący mnich” i „godzina przed świtem”.

Mam ambiwalentny stosunek do Sapkowskiego i Olgi Tokarczuk. Z jednej strony ich podziwiam, z drugiej krytykuję, a chyba powinnam li tylko czołobitnie podziwiać.

Nie wiem co ludzie widzą w „walcu stulecia” Ziemkiewicza. Pomysł fajny, ale książka jest, delikatnie mówiąc, ciężkostrawna. Za to do opowiadań wracam za każdym razem, gdy mam okazję.

W ogóle to śmieszą mnie wszystkie „niezbędniki inteligenta”. Inteligent tym się charakteryzuje, że nie trzeba mu mówić, co ma się mu podobać a co nie… bo to on sam ustala, co mu się podoba a co nie, taka już jego dola (i rola).

A teraz, przyznajcie się: które z tych „obciachowych” zjawisk (rzeczy, elementów popkultury) do Was trafiają lub nie trafiają? Komentarze mile widziane!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s