Życie bez facebooka – refleksje {Life with no facebook – reflections}

Facebooka nie mam od sierpnia. Jestem uzależniona od internetu, fascynuje mnie jego społeczny charakter a także teoria wyszukiwania i psychologia użytkowników. Przez lata studiów byłam całkiem aktywna na portalach społecznościowych. Miałam konto na studentixie (ktoś pamięta teraz takie starocie?) i nawet paradowałam dumnie po uczelni w studentixowej koszulce.  Z nk zaczęłam korzystać bardzo wcześnie, w zasadzie zaraz po powstaniu. Potem życie towarzyskie przeniosło się na facebooka, a ja wraz z nim.

Konto skasowałam w sierpniu. Szczerze, to nie pamiętam jak długo je miałam – myślę, że pewnie z trzy lata lub więcej. W tym czasie dorobiłam się coś koło 300 znajomych. Jako, że byłam na erasmusie, mam znajomych z całego świata. Dzisiaj studiuję w usa, gdzie nie mieć facebooka to nie istnieć. Z tym, że facebook ma to do siebie, że z 300 wirtualnymi znajomymi człowiek ma poczucie, że ma tyyyyyylu przyjaciół i jest prawie-że duszą towarzystwa (siedząc wieczorem samotnie z laptopem na kolanach rzecz jasna). Problem w tym, że to poczucie niewiele ma wspólnego z rzeczywistością.

Brak facebooka zmusił mnie do wyjścia do prawdziwych ludzi. Do zyskiwania i utraty znajomych. Do wyrażania emocji inaczej, niż przez statusy. Do pisania maili i dzwonienia do przyjaciół, których widuję dwa razy do roku. Do powrotu do gg i google-talka. Do takiej ogólnej troski o to, co w okół.

Nie jestem jakaś antyspołecznościowa. Mam konto na nk, mam na linkedinie, goldenlinie i tych wszystkich nudnych, niszowych stronach na które i tak nikt nie zagląda. Czasem brakuje mi tego chaosu, tej plątaniny statusów, zdjęć i grup, natłoku informacji o eventach i imprezach, które generował facebook. I tych tajemniczych zaproszeń od ludzi, których nie znam, tych bezwzględnych, uparcie wysyłanych próśb o dołączenie do farmville czy innego fishville. Z drugiej jednak strony, mam teraz więcej spokoju. Wróciłam do pisania. Oczywiście, że dalej marnuję czas, ale marnuję go chociaż bardziej kreatywnie 🙂 Zrozumiałam, że jeśli nie wiem, która moja koleżanka ze szkoły podstawowej smaży teraz odwłok na plaży w Egipcie albo jeździ nowym audi nie jestem przez to uboższa, mniej wartościowa albo gorzej poinformowana, bo i tak mnie to nie obchodzi. To, że nie mam jak stalkować na byłych miłościach to też w sumie plus, bo zdaję sobie sprawę, ile może to generować bólu. O tym, co ważne  prędzej czy później powiedzą mi przyjaciele.

Poza tym nauczyłam się nie oszukiwac na leechblocku. To, czym się zajmuję wymaga siedzenia przed komputerem, i wiadomo, że internet sam w sobie to jedna wielka pokusa. Leechblock – jakby ktoś nie wiedział – to dodatek do firefoxa, który blokuje „nieodpowiednie” strony. Znaczy się, jest on perfekcyjnie konfigurowalny, można blokowac od-do, można poustawiać, ile minut na godzinę etc. Wykasowałam operę i safari i zablokowałam ich ściąganie.

Tak ogólnie, podsumowując – bo wiem, że kupa osób wchodzi na tego bloga przez frazę „nie mam facebooka”: niemanie facebooka jest pozytywnym doświadczeniem. Wymaga to jednak dojrzałości i czasem nieugięcia się pod naciskami i szantażami. Uświadamia zarówno własną samotność i słabość przelotnych facebookowych relacji, jak i siłę prawdziwych przyjaźni. Pozwala żyć z jednej strony bardziej do siebie, nie chwaląc się każdym zdjęciem z alkoholowej imprezy, z drugiej zaś strony bardziej do ludzi, bo żeby dowiedzieć się, co u znajomego trzeba się do niego odezwać, a nie przeczytać najświeższy status. Poza tym nieposiadanie facebooka uspokaja. Odcina od strumienia chaotycznych informacji o nowych rybkach, znalezionych na farmie kotkach, rekordzie w grze, piątym związku w ciągu miesiąca, „zajebistych” seksalkoholowych przygodach i podobnych, i w sumie, po jakimś czasie po prostu już tego tak bardzo nie brakuje. Wydaje się, że będzie bolało, ale w gruncie rzeczy najwyżej szczypie. Mnie nie bolało w każdym razie.

Zaryzykujcie najpierw na dwa tygodnie, potem na dłużej. Co Wam szkodzi…

 

Reklamy

5 thoughts on “Życie bez facebooka – refleksje {Life with no facebook – reflections}

  1. Witam, trafiłem na Twojego bloga poprzez wpisanie w Google coś w stylu ‚ nie mam Facebooka ‚, przeczytałem cały wpis i zgadzam się w 100%, usunąłem go ponad 2 tygodnie temu i oświadczam że można bez tego żyć, ba, polepszają się relacje międzyludzkie, wreszcie można zadzwonić i umówić się na spotkanie, a nie tylko i wyłącznie ‚ no dobra, to na fejsie się zgadamy ‚, wszystko w ostatnim czasie sprowadzane było do Facebooka, zmiana statusu związku, usunięcie ze znajomych, oznaczenie na zdjęciu z zakrapianej imprezy itp. Korzystając z niego można na prawdę sporo przeoczyć.

    Cheers 🙂

  2. Ja również wywaliłem fejsa kilka miesięcy temu. Muszę przyznać, że mam bardzo podobne odczucia do Twoich. Momentami jest pokusa aby tam wrócić, szczególnie, że w mediach aż roi się od facebooka. No i nie wiem momentami co słychać u „znajomych”. Mimo wszystko nie żałuję takiej decyzji, mam więcej czasu na realne życie, więcej czasu dla siebie i dla swojej rodziny.

  3. Witam,ja nie musiałem kasowac facebooka gdyż go nie posiadam,jak rownież nk i wszystkich portali społecznościowych.Stwierdzam,ze bez „faceboga” można żyć.Natomiast ciekawi mnie fakt iż podjęłas studia w stanach.Chcialbym sie od razu zapytać czy dostanie sie na studia w USA to naprawdę taka bardzo ciężka sprawa i jakie kierunki są najlepsze,jakie ty wybralas.Musze przyznać,ze jestem wielkim fanatykiem języka angielskiego jak i kultury amerykańskiej.Na chwile obecna mam 17 lat uczę sie w liceum(pierwsza klasa).Bylbym bardzo wdzięczny za twoje rady jak dążyć to mojego marzeni,twojej rzeczywistości:).

    • Na studia (doktoranckie) dostałam się bez większych problemów – fakt faktem, miałam niezłe plecy (mój obecny promotor to kolega promotora z Polski) i bardzo przyzwoite CV. Nie wiem jak jest ze „zwykłymi” studiami, ale problemem może byc raczej stypendium a nie samo dostanie się na uczelnię – tutaj za studia się płaci, i to raczej słono. Myślę, że najłatwiej Ci będzie jak wybierzesz „uniwersytet marzeń” i skontaktujesz sie z jego działem współpracy międzynarodowej. Ciężko mi coś doradzać bo stany to ogromny i niejednorodny kraj i co więcej, każdy uniwersytet jest inny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s