Cukiernia Pod Aniołem – recezja

Kupiłam tę książkę (a raczej kupili mi Rodzice) przez przypadek. Po prostu księgarnia na lotnisku nie była najlepiej zaopatrzona i nie było tam najnowszej Grocholi (chciałam Grocholę!). Pierwszy tom skończyłam jeszcze w trakcie lotu nad Atlantykiem, drugi zaczęłam na lotnisku w Waszygtonie. Wciągnęło mnie.

Książka pani Gutowskiej-Adamczyk to raczej czytadło niż wielka literatura, ale jak na czytadło jest raczej nietypowa. Po pierwsze, nie zawiera jakże powszechnej w babskich czytadłach historii o „zwykłej kobiecie”, która pod wpływem rozwodu (odejścia męża/kochanka) zmienia się w kobietę niezwykłą. Po drugie, ludzie i ich emocje wydają się w tej książce jacyś tacy normalni (a nawet względnie przyzwoici). Wybory bohaterów mają swoje też konsekwencje. Romanse zazwyczaj kończą się ciążą. Nierozważne śluby prowadzą do skandali i nieszczęść. Bywa, że czasem los staje się przewrotny, ale to już inna sprawa.

Książka opisuje rodzinną historię, gdzie losy szlachty (Zajezierskich) plączą się z losami chłopów i amerykańskich emigrantów, ale historia ta nie jest chronologiczna, śledzimy bowiem jednocześnie losy Zajezierskich pod koniec XIX wieku i Hryciów-cukierników w roku 1995. Na wykopaliskach archeologicznych znalezione zostają zwłoki kobiety, zmarłej prawdopodobnie w trakcie drugiej wojny światowej. Kobieta ma ze sobą pierścień, który – jak się okaże później – z różnych względów ma wielkie znaczenie dla kilku różnych rodzin. Oba wątki – i ten współczesny, i ten historyczny – prowadzą powoli do rozwiązania zagadki. Ale większość powieści nie jest wcale jakaś specjalnie sensacyjna.

Jest w tej książce naprawdę dużo opisów codzienności bohaterów: co jedzą, jak wyglądają święta, jak zmieniają się obyczaje. Wielka historia, ta znana z podręczników, przechodzi czasem bokiem, a czasem idzie dokładnie przez środek Zajezierzyc, jakkolwiek prawie zawsze wpływa na atmosferę i na życie codzienne. Patrząc na patronaty możnaby spodziewać się książki o wiele mniej anty-niemieckim i anty-rosyjskim wydźwięku, ale niektóre fragmenty naprawdę w wymowie przyćmiewają różnych autorów pretendujących do ultra-patriotyzmu… Nie jest to jednak pokazane całkowicie jednoznacznie. Moi zdaniem jednym z najlepszych wątków w tej książce, najlepiej wymyślonym (?) i opisanym jest krótki fragment, w którym Toroszyn, Rosjanin, wymusza na hrabinie,  która ośmieliła się popatrzeć na niego z pogardą i nazwać okupantem, by mu się oddała, i jest to jedyny raz w życiu hrabiny, gdy przeżywa ona przyjemność seksualną. Jest w tym wątku coś mocno niepokojącego, głęboko ludzkiego, poplątanego, tak jak poplątane są nasze uczucia – ból rzadko jest wyłącznie bólem i radość rzadko wyłącznie radością.

Poza tym książka ma w sobie coś ze zrozumienia ducha czasów i, o dziwo, raczej antykomunistyczny wydźwięk. Autorka nie stara się piętnować kasty „panów”, a raczej zrozumieć ich racje. Nie stara się też potępiać nowoczesnego stylu życia Giny, która ku niezadowoleniu rodziców zostaje aktorką. Ale nawet Gina, romansująca, żyjąca bez ślubu, i lubiąca luksus okazuje się tak czy siak patriotką, i bardzo porządną kobietą, taką trochę w stylu Hanki Ordonówny.

Dialogi nie są siłą tej książki. Dialog nie jest i nie powinien być dosłownym zapisem rozmowy (kto usiłował zapisywać nagrane rozmowy łatwo to zrozumie), ale nie powinien też być przesadnie napuszony. Nie umiem określić, co tu zgrzytało, ale chyba jedni autorzy mają ucho do dialogów a inni nie.

Generalnie ta książka mnie zaskoczyła. Przesłaniem, bohaterami, i w jakimś sensie wejściem w chyba niespecjalnie wyeksplorowany obszar podobnych historii rodzinnych, pełnych romansów, zakochań, tęsknot, powrotów…. opisanych ze zrozumieniem dla ludzkich słabości i w świetle jakiegoś tam systemu wartości (może autorka wcale tego nie chciała?), gdzie honor to honor a podłość to podłość. Nie nazwałabym „cukierni pod Amorem” dziełem patriotycznym, ale i takie wnioski wysnuć można z lektury.

Rozpad {Disintegration}

Szklanka z drinkiem rozpada się w rękach na tysiąc kawałków.

Kawałki lecą na wszystkie strony raniąc moje ręce, ale powoli, jak w zwolnionym filmie. Przecząc prawom fizyki, lecą jednocześnie w górę, w dół, na boki.

Nie boli, przynajmniej nie fizycznie.

Modlę się, żeby stracić przytomność, przestać czuć, zapomnieć.

Modlę się o sen.

Ale kombinacja alkoholu i leków sprawia, że przybiegają dławione uczucia, przybiegają myśli. Najpierw pojedyńczo a potem strumieniem, wezbraną rzeką. Płaczę cicho, skulona w ciemności na fotelu, w obcym mieszkaniu, w obcym mieście, w obcym kraju.

Szklanka rozpada się.

Uderzenie.

Głos Veljanova.

Najtrudniejsze ze wszystkich wspomnień, cichy dom w nocy.

Łzy.

Obojętność.

Miarowe ruchy ramion przy pływaniu kraulem.

Niebo po zachodzie słońca, jasna łuna, oświetlone księżycem chmury.

Będzie dobrze, mówi S.

Pierwszy od tygodnia normalny posiłek o mało mnie nie zabija.

Zachrypnięty głos ojca Johna i smutna pieśń o radości.

Naboje do shotguna ustawione w rządek na kuchennym blacie.

Nie rozumiem pytania kelnerki, bo nie rozróżniam słów.

Czujniki w lusteku tamtego samochodu powodują, że lusterko samo się składa gdy podjeżdżamy za blisko.

Sen, który nie przychodzi.

Głos Veljanova.

Spacer w stanie absolutnego wykończenia.

Świat wiruje, wiruje.

Karuzela skrajnych i sprzecznych emocji.

Ból taki, że przecina twarz na pół.

Pierwszy raz w życiu nie potrafię się modlić.

Szklanka rozpada się.

Translation – that’s for you, Ani:

A glass with a drink breaks in the hands into thousands of pieces.

Chunks are flying towards all the sides, hurting my hands, but slowly, as in slow motion. Contradicting the laws of physics, they fly up, down, sideways.

It does not hurt, at least not physically.

I pray to lose consciousness, to stop feeling, to forget.

I pray for sleep.

But the combination of alcohol and drugs causes suppressed feelings to hasten, and thoughts to hasten. First they come individually and then they come as a stream, as a swollen river. I am crying softly, crouched in the darkness on a chair, in a foreign apartment, in a foreign city, in a foreign country.

Glass breaks down.

Strike.

Veljanov’s voice.

The hardest of all memories, a quiet home at the night.

Tears.

Indifference.

Regular arm movements while swimming freestyle.

The sky after sunset, bright glow, moon-lit clouds.

It will be good, says S.

First normal meal from a week almost kills me.

Hoarse voice of father John and the sad song of joy.

Shotgun cartridges arranged in a row on the kitchen counter.

I don’t understand waitresses questions because I can’t distinguish the words.

Sensors in the mirror of that car causes it to fold when we drive up too close.

Sleep did not come.

Veljanov’s voice.

Walking in the state of complete exhaustion.

The world is spinning, spinning.

Carousel of extreme and conflicting emotions.

Pain that tears my face in half.

First time in my life I can not pray.

Glass breaks down.