Dwie Siły {The Two Forces}

Są we mnie dwie siły.

Jedna ma włosy jasne, prawie popielate. Jest krucha, delikatna, ledwo zauważalna, prawie przezroczysta, i tylko jej ciężkie, robocze trzewiki wydają się istnieć naprawdę.

Ta siła patrzy zazwyczaj w tył albo w dół, jakby nie bardzo mogła się zdecydować, jakby to, co powinno być kamieniem węgielnym, fundamentem, danym na drogę węzełkiem, jakby to, co powinno być kotwicą okazało się kamieniem młyńskim przytwierdzonym do szyi. Ta siła lubi wiersze i książki, lubi spadające gwiazdy, męczące majowe wieczory i zapach błota świeżo po deszczu. Ta siła – co nie jest specjalnie miłe – lubi również bawić się w kotka i myszkę z samą sobą. Szczerze mówiąc, tę siłę znam nieco lepiej.

Bo jest we mnie również druga siła. Ta druga siła jest porywcza i gwałtowna. Ta druga siła to siła przemian. Jest nowa i – jak zauważyłam – czasem pcha mnie do niebezpiecznych kroków. Ta siła jest jak kołowrót albo jak Błędne Koło z obrazów Malczewskiego, jak jazda rozpędzoną do stu kilometrów na godzinę górską kolejką, jak pierwszy pocałunek, jak kroki w ciemnościach, w nieznanym mieście. Ta siła patrzy w przód. Ta siła jest odważna, czasem bezrefleksyjna, w tej sile dużo jest zaufania i nie ma w niej ani trochę lęku. Ta siła lubi podróże, rzeczy nowe i niebezpieczne, lubi życie jako takie, lubi się bawić, i śmiać, i całować z całej siły, aż do krwi.

Ta siła ma niebieskie, niewinne, jasne dziecięce oczy i tą prostą odwagę, z którą mówi się „tak” patrząc prosto w oczy.

Te siły ciągną mnie w przeciwnych kierunkach, lub mówiąc poprawnie, mają przeciwne zwroty.

Żadnej nie oddałam do tej pory kierownictwa.

Stoję na rozdrożu a każdy krok w którąkolwiek stronę będzie oznaczał oddanie się pod kuratelę.

Sile numer 1.

Sile numer 2.

Sile numer 1.

Sile numer 2.

Sile numer 1.

Albo sile numer 2.

Sile numer 1 albo sile numer 2.

Sile numer 2 lub sile numer 1.

Sile numer 1.

Sile numer 2.

Szukam, błądzę na oślep, zanoszę ciężkie, karykaturalne modlitwy, siła-pytanie jest jak plecak, noszę go codziennie ze sobą, i tylko ciężar jest bardziej przytłaczający niż komputer i książka do genetyki.

Są dni, będą dni, były dni, a ty, a ty, zaufaj sobie, zaufaj własnej mądrości, będziesz wiedzieć, będziesz, będziesz, … tak, będziesz.

 

Ściana

Zawsze na nią napotykam, choćbym nie wiem jak się starała. Ta ściana wyrasta nagle, ni stąd ni z zowąd. Pojawia się szczególnie wtedy, gdy myślę, że wszystkie kryzysy dawno zażegnane, że mogę zacząć od nowa, i że od nowa – to znaczy lepiej. Ściana niezrozumienia, innej wrażliwości, ściana mojej własnej nad-wrażliwości. Małe gesty budują przepaść. Małe gesty pchają mnie w tył albo w dół. Słowa bolą.

Płakałam nieraz, bo bólu było tak dużo, że nie potrafiłam go unieść. Ból zresztą proporcjonalny był do miłości. Żeby coś wyjąć, trzeba coś włożyć, czasem jednak wkłada się zaangażowanie a dostaje w zamian coś, czego się nie rozumie i nie chce.

„- to wszystko // Czego nie chcę , czego mi nie trzeba” – śpiewa Krystyna Świątecka. I co z tego, że kiedy mnie całujesz, że kiedy ja całuję ciebie, lepka rozkosz eksploduje w żołądku i rozchodzi się po całym ciele, jeśli wiem, że niezależnie od tego co zrobię, że niezależnie od tego co wybiorę ta ściana wyrośnie, że rozbiję o nią głowę?