Sobie do pamiętnika 4: relacje

Pamiętam taką scenę z czwartej klasy szkoły podstawowej. Nasza wychowawczyni kazała nam układać „regulamin dobrej wspólnoty” na tak zwanej lekcji wychowawczej. Już mniejsza z tym, czy był to dobry pomysł i dobry start „wychowywania”. Wydaje mi się, że nie… w każdym razie, nie w grupie przeraźliwie ambitnych, inteligentnych i złośliwych córek lekarzy, prawników, polityków i bogatych przedsiębiorców… ale skąd siostra W miała to niby przeczuwać, siostra W, jakby dla kontrastu, wychowanka wiejskiej szkoły koedukacyjnej? Podejrzewam, że większość mojej klasy wiedziała, albo – nie tyle wiedziała, co po prostu stosowała niedzięcięce i niekiedy całkiem wyrachowane gry. Regulamin jednak powstał i całkiem długi czas wisiał w naszej klasie.

Wtedy, w czasie, gdy szłam taranem przez moje osobiste doświadczenie „Gry Endera”, wspólnota wydawała mi się pomysłem, delikatnie mówiąc, odrealnionym, bo jakże to tak, w grupie dwudziestu kilku osób wszyscy chcą jakiegoś wspólnego dobra? A co, jeśli jest podgrupa sabotażystów, którzy to dobro definiują zupełnie inaczej od reszty? Moje przekonania napędzała zresztą, jak okreslał to Kaczmarski, „obserwacja uczestnicząca” – w  kolejnych lożach szyderców nauczyłam się złośliwości, dostrzegania szczegółów, arogancji, ironii i krytycyzmu. Może dlatego dzisiaj dość rzadko jestem ironiczna: zdecydowanie przejadło mi się to w podstawówce i liceum. Złośliwa za to potrafię być do dziś, i podobnie, bywam też sarkastyczna.

Potem dowiedziałam się, że moja klasa była straszna. No i była, nie da się zaprzeczyć. Trzy czwarte to dziś lekarki, prawniczki, doktorantki i dyrektorki firm. Tym niemniej, dojrzewanie do tego stanu niewątpliwego życiowego sukcesu i dobrostanu do przyjemnych nie należało, no i niosę(niesiemy?) wspomnienia, które bolą, i ciąży to, że tak naprawdę nie miałyśmy dzieciństwa, a nasi rodzice albo tego nie dostrzegali, albo uważali, że dzieciństwo po prostu polega na ciągłym „zdobywaniu wiedzy”, najlepiej po nocach, bez wytchnienia.

Ale w sumie nie o tym miał być ten post. Daleko mi do bycia przodowniczką chóru, która niby opowie o tej szkole, opowie „całą prawdę”, „absolutną prawdę” etc, oczekując, że chór mi zawtóruje. To nie tak. Wspomnienia się mityzują, i pamiętam to, co chcę pamiętać albo to, co jakoś szczególnie mi się w tę poszatkowaną pamięć wbiło. Poza tym, pamięć jest funkcją czasu i może później będę – jak niektórzy dziadkowie-kombatanci – pamiętać więcej szczegółów i zupełnie inne rzeczy. No, ale do… rzeczy.

P., z którym rozmawiam często na skypie, po polsku, uwielbia słowo „relacja”. Buduję relację, zdrowa relacja, niezdrowa relacja, dziwna relacja… P. przez dłuższy czas odmieniał to słowo przez wszystkie przypadki i przytulał do niego rozmaite przymiotniki. To słowo mnie denerwowało, serio. Kolejny dziki termin, który przedryfował z języka pop-psychologii do języka potocznego, przedryfował i przyrósł do niego korzeniami, i na dodatek, zaczął się rozpleniać… Relacja, relacja, relacja… no i ten dreszcz wzdłuż kręgosłupa, chęć krzyku: przestań, przestań, przestań do cholery!

Zrobimy teraz małą dygresję. Jest takie opowiadanie Warłama Szałamowa, Sentencja. Jak ktoś chce, można je znaleźć w sieci w postaci mp3, czytane po rosyjsku. Opowiadanie ma tak naprawdę kilka warstw i aspektów, ale głównym wątkiem jest wiertło słowa, które przebija się i wdrąża w głowę bohatera-więźnia. Słowo przychodzi bez jakiegokolwiek znaczenia – bohater-więzień jest zbyt głodny i wycieńczony, by rozumieć terminy z innego świata, ze świata idei – by potem tego znaczenia nabrać, może nawet lepsze byłoby tutaj określenie „przywołać” i by otworzyć rodzaj mentalnych drzwi innym słowom… też z innego świata.  

No i tak słowo „relacja”, to nieszczęsne słowo z innego języka, moje własne znienawidzone słowo, okazało się takim wiertłem, może w sumie takich słów było więcej, nie wiem. Zaobserwowałam tym niemniej, że w moim papierowym pamiętniku, a dowodów mam sporo, bo pamiętniki prowadzę chyba od siódmej klasy, że ostatnie lata to lata przejścia od pisania o sobie – ja ja ja, mój ból, moje platoniczne zakochanie, mój strach, moje ksiązki, moje wiersze – do pisania też o sobie (w końcu, przynajmniej po części, po to są pamiętniki), ale w kontekście relacji z innymi ludźmi: przyjaźni, nienawiści, miłości, zawodu, ustosunkowywania się do rad, rozmów, pomysłów.

Powiem szczerze, że przez ostatni rok spotykałam się z przyjaciółmi i znajomymi, ale ten kontakt mnie nie satysfakcjonował. Siedziałam, powiedzmy, z A w knajpie, albo z R w kawiarni, i poza tym, że byliśmy razem w jednym miejscu, czułam, że nie mamy ze sobą nic wspólnego. To nie tak, że był mur, to nie tak, że nie mówiłam, to nie tak, że nie słuchałam. M mówiła, że to dlatego, że mam słaby kontakt ze sobą. Wtedy się z nią zgadzałam, teraz nie jestem już taka pewna.

Kiedy chodziłam do podstawówki i liceum (były to czasy wczesnokomórkowe, smsów nie było), dzwoniłam ze stacjonarnego telefonu do koleżanek i gadałam godzinami. Filotea się za to trochę obrażała, podobnie jak Z i pewnie K oraz M słysząc, że dzwonię dostawały apopleksji. Dziś zastanawiam się, o czym ja właściwie z nimi rozmawiałam? Z tego, co pamiętam pytałam na ogół o zadanie domowe… jako dziecko z deficytem uwagi czasem po prostu nie byłam pewna, co było zadane, a czasem chyba używałam tego w charakterze pretekstu. Filotea mówi, że przede wszystkim „nadawałam na Sektę (wraża frakcja w naszej klasie) jak głupia”. Może ten brak porozumienia z innymi w zeszłym roku wynikał właśnie z wewnętrznej pustki, z braku odniesienia do relacji (nadal mi to słowo jakoś ciężko przechodzi przez klawisze), ludzi, jakiegoś życia społecznego, intelektualnego, uczuciowego… tak, jak pisałam w pierwszym poście z tego cyklu, wyjałowiło mnie życie w usa. Nie no, wiem, że były też inne powody, ale nie zamierzam o tym tutaj pisać.

Powrót bolał. W wakacje wybrałam się na wyprawę po Polsce, odwiedzić przyjaciół i rodzinę. Jakoś tak się złożyło, że odwiedzałam same pary i obserwowałam sposób, w jaki się porozumiewają (co dało mi też do myślenia o mnie i o EXie, ale to inna historia) i obserwowałam z zaciekawieniem, o czym tak naprawdę rozmawiają. Myślę, że ktoś kto nie przeszedł przez różne przedziwne psychotyczne stany tego typu pewnie nie zrozumie; ale nie po to piszę, żeby być zrozumianą. Co więcej, podczas mojej wyprawy, nocując w domu O., i rozmawiając do drugiej w nocy z nim i jego dziewczyną (którą dopiero co poznałam) zdziwiłam się, że konwersacja może być interesująca… dająca coś…. nie na miałkie tematy, typu pogoda, jedzenie, inni ludzie i postępy w pracy. W ogóle ta wyprawa była pod wieloma względami początkiem końca, bo patrzyłam na ludzi, wtedy jeszcze trochę jak na zjawisko interesujące, bo obce i niezrozumiałe… ale czułam, że porozumienie jest możliwe, że jest wyjście z miejsca, po którym błądziłam i w którym sama się zamknęłam lub w którym „coś” mnie zamknęło, trudno to teraz rozsądzić.

Myślę więc teraz, że częścią kryzysu był kryzys relacji (palce bolą od tego słowa, bez kitu) i wiem jak banalnie, durnie i pseudopsychologicznie to brzmi, moim zdaniem to była chyba najgorsza część.

Dziś wracam do świata żywych, zdolna i chętna MÓWIĆ.

Po to zresztą produkuję te posty.

TO BE UPDATED.

Reklamy

2 thoughts on “Sobie do pamiętnika 4: relacje

  1. Osoba, która jest edukowana inaczej niż 95% społeczeństwa, ma niszowe poglądy, które są niezrozumiałe dla 95% społeczeństwa nie będzie łatwo nawiązywała głębokich satysfakcjonujących relacji. Jeśli taką osobę „przesadzimy” do innej kultury to jest jeszcze gorzej. A potrzeba relacji wcale nie zanika… Nie wiem czy nazwać to relacją. Może bardziej potrzebą akceptacji czy przynależności. A może to po prostu chęć wygadania się na tematy, które krążą po głowie, ale osobie, która coś z tego zrozumie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s