Ziemkiewicz „Ciało Obce” – refleksje

No więc tak. Była to pierwsza książka od bardzo dawna, która mi się jakoś tam podobała. Która mnie poruszyła. No w ogóle. Najwyraźniej przymus spędzenia dwudziestu czterech godzin w łóżku w pozycji płaskiej – ze względu na badania – miał jakiś tam sens.

Poprzeglądałam sobie recenzje w sieci, bo w sumie zawsze tak robię (a teraz to już w ogóle trochę mi się nudziło…. trudno na przykład wypełniać zeznanie podatkowe w pozycji horyzontalnej) i mam wrażenie, że mało kto tę książkę w ogóle zrozumiał.

No dobra, nienawidzę pisać wstępów. Tak to już ze mną jest,  że trudno mi zacząć.

Podsumowując, konserwatyści widzą w „Ciele Obcym” głównie przekleństwa i pornografię. Nie no ok, Ziemkiewicz ma jakąś tam kopniętą fiksację na punkcie bdsmu (Ziemkiewicz to hipster… pisał o tym zanim zaczęło być modne 😛 ) i wiązania, ale powiedzmy szczerze, nic specjalnie szokującego to tam nie ma (choć moja opinia może tu być wypaczona). Nie wiem czemu większość narzeka, że bohater (Hrabia) nie ma szacunku do kobiet. Duża częśc bohaterek, pojawiających się zresztą głównie w charakterze kochanek, to kobiety, które nie mają szacunku same do siebie, i wybaczcie dosadność, chcą zwyczajnie zostać zerżnięte – i Hrabia zapewnia im w tym względzie odpowiedni poziom ekscytacji.

Liberałowie – albo „niekonserwatyści” –  uważają „Ciało Obce” za rozprawę z polskim kato-tradycjonalizmem i „powierzchowną religijnością”. Ale to chyba też nie tak. Religiność w tej książce nie jest bynajmniej powierzchowna.

Ogólnie to większość nastoletnich recenzentów z portali (coś o tym wiem, sama tam byłam i tak pisałam) z wypiekami na twarzy podkreśla walory erotyczne (wątpliwe) książki.

No dobra, ale o co tak naprawdę w książce chodzi? Pod warstwami i warstwami, pod pornografią, przekleństwami, nasączonymi znaczeniami i emocjami okresleniami, pod sylwetką bohatera, trudno orzec, czy wiarygodną psychologicznie – pewnie nie, pod postaciami „bohaterów towarzyszących” – galerii skonfliktowanych rodzin, podłych mężczyzn i płytkich, niezaspokojonych kobiet, kryje się dramat rozdartego mężczyzny, pogubionego wobec wymagań stawianych przez Kościoł i społeczeństwo, przez wiecznie zmęczone i sprzątające żony matki-polki i ich potworne mamusie. Oczywiście, jest w tych opisach egzaltacja i przesada, silne emocje, krzyk skrzywdzonego, jakkolwiek są też trafne obserwacje i szczera złość, na to, jaki świat jest, i że istnieją złe wzory, które powielane przechodzą zupełnie bezrozumnie z pokolenia na pokolenie, bez możliwości korekty. I jest też bardzo ładne podsumowanie problemu, jaki ma chyba każdy dorastający (albo młody dorosły) katolik.  „Otwieram okno, mroźny wiatr tnie po twarzy, pozwala się uspokoić. Może to nie jest dobre miejsce ani odpowiedni moment, żeby rozpamiętywać takie rzeczy jak spotkania z Danką. Ale zawsze tak miałem, ilekroć zaczynałem myśleć o Bogu, śmierci i wszystkich tych sprawach, niepostrzeżenie schodziło mi na przyziemne sprawy płciowego niezaspokojenia. Widocznie one wcale nie są takie przyziemne.” Ladny jest opis tego, jak to ksiądz Diabełek poleca bohaterowi przy spowiedzi zimne prysznice i gimnastykę… i to zwyczajnie nie działa. I coś jest też w tym, że w generalnie najlepiej smakują zakazane owoce. I że katolicki obsesyjno-kompulsyjny stosunek do seksu (lęk i fascynacja, obowiązek i perwersja) prowadzi raczej do amplifikacji grzechu i szukania kompensacji i zaspokojenia zupełnie gdzie indziej, niż Prawdziwe Katolickie Małżeństwo. I co więcej, smakowanie zakazanego owocu dodaje sprawom, wydawałoby się zupełnie ludzkim, naturalnym, dodatkowego wymiaru. „Chociaż było w tym żarcie ziarno prawdy. Pewnie nie odczuwałbym, nie przeżywał każdego z tych swoich rozkosznych upadków ani w części aż tak intensywnie, gdyby pożądanie i spełnienie nie splątały się z poczuciem winy i gorzkimi wyrzutami, że gubię duszę.” oraz ” Ja mówię, podkreślałem w którymś momencie wywodu, że jestem fundamentalistą katolickim, a nie, że jestem świętym. Albo — to już po ładnych paru kielichach —a co właściwie ateiści mogą mieć z grzechu? Co oni mają za przyjemność, robiąc rzeczy, których i tak nikt im nie zakazuje?”

Może te opisy BDSMu są w sumie celowe. Hrabia nie dostaje od żony miłości ani czułości, więc snuje dzikie i dziwne fantazje, wcale nie związane z czułością, ale z zaspokojeniem jakichś potrzeb emocjonalnych (jak to w polskiej rodzinie bywa, nienazwanych, niewyrażonych, nierozpoznanych nawet). Co ciekawe, wypróbowawszy swoje fantazje w praktyce, wcale nie czuje się spełniony. Po przygodowej nocy następuje świt na kacu i Hrabia trzęsie się nad ranem z niepokoju (akurat to jest psychologicznie całkiem realistyczne). 

Jest w tej książce wiele wątków, z tysiąc poruszonych spraw. Jak to u Ziemkiewicza, jest krzyk, silne przesłanie, wyraziści bohaterowie. Jest obraz rodziny, pełnej, ale w jakimś stopniu dyskfuncyjnej, jest obraz kobiety-porządnej żony, która za cel życia uważa poświęcenie, i która siebie szczerze nienawidzi, jest polityka, lustracja, szokujące odkrycie, że kryształowy ojciec opozycjonista był kapusiem i że przewrót z roku 1989 wcale nie był przewrotem, a przemianowaniem i translokacją władzy i ludzie władzy całkiem dobrze się urządzili, są narastające rodzinne dramaty, jest historia, i wspomnienie wojny, która wisi jak siekiera nad drzwiami w bajce braci Grimm.

Książka wyszła Ziemkiewiczowi po prostu gorzka. W tym dziwacznym świecie kompletnie sprzecznych wymagań, oczekiwań i marzeń wszystko widzimy oczami jednego człowieka, pogubionego faceta pod czterdziestkę, rozwodnika, nie znajdującego prawdy i spokoju ani w Kościele Katolickim ani w perwersjach seksualnych, faceta obciążonego spuścizną ojca-wielkiego opozycjonisty, i wychowaniem na uległą męską pierdołę, faceta atakowanego zewsząd bodźcami seksualnymi: z internetu, z kiosków, z bilbordów. Ja znalazłam w tym i autentyczność, i ból, i gorycz, i mnóstwo pytań bez odpowiedzi. No i oczywiście, dramat.

Chyba to, co mi się najbardziej podobało to właśnie dramat katolickiej seksualności. Perwersyjnej w swoim obsesyjnym, dzikim podejściu, obwarowanej normami, i zakazami, które trudno spełnić, a jeśli ktoś je spełnia, to jest zapewne aseksualny, nieświadomy potrzeb albo w inny sposób zaburzony. I co ciekawe, w książce nie ma wcale typowej antyklerykalnej gadki, dostajemy bowiem żywy dramat i żywe rozdarcie, oraz człowieka, który chciałby wierzyć, ale grzeszne ciało jakoś nie ma ochoty wyrzec się potrzeb i pragnień. 

Ogólnie to średnio mnie obchodzi, czy ktoś to przeczyta czy nie. 

Dręczyły mnie te refleksje, to się dzielę.

Dziękuję ci, blogu, że cię mam, mój ty outlecie frustracji.

Reklamy

7 thoughts on “Ziemkiewicz „Ciało Obce” – refleksje

  1. Przeczytałem Pani komentarz – recenzję książki RAZ-a, bo to on sam na Facebooku zlinkował. Przyznaję, że tak dobrej recenzji książki, którą przeczytałem kilka lat temu, jeszcze nie czytałem. Większość była tak schematyczna, jak Pani na początku zaznaczyła. Tymczasem tutaj – zupełnie inne spojrzenie, bliskie mojemu, gdy czytałem „Ciało obce”. Sam niestety, nie potrafiłem tego tak dookreślić. Dziękuję za tę recenzję, aż chyba wrócę do tej ksiązki…

  2. Teraz to kilku ludzi przeczyta 🙂
    Szczerze mówią to recenzja zachęciła mnie do przeczytania tej pozycji… nie wiem czy taki był zamysł, ale zadziałało 🙂

  3. To, co do tej pory przeczytałem o tej książce, odstręczało mnie raczej od niej. Po przeczytaniu Pani recenzji, jest to pozycja z gatunku tych „muszę przeczytać”. 🙂 Swoją drogą taka recenzja dokonana przez czytelniczkę, a nie jakiegoś Wielkiego Krytyka Literackiego to musi być duża satysfakcja dla autora. :> Pozdrawiam serdecznie

  4. Teraz to jestem dumna jak paw, że to ja Ci tę książkę poleciłam 😀 Mnie najbardziej w „ciele obcym” ujęło krytyczne spojrzenie na lamperie w państwowych placówkach 😀

  5. Ma prawo się cieszyć, że mimo wszelkie zabiegi salonu, żeby o nim i jego pisaniu nic nie mówić, trafiają się spostrzegawczy czytelnicy i spostrzegawcze czytelniczki, nieskłonne podpinać się pod ten kiepsko skrywany ostracyzm. „Ciało obce” jest lepsze od wielu książek, które starano się wypromować i jakoś tam wypromowano… Trudno współczuć promującym niekomfortowości poczynań, skoro o wiele bardziej niekomfortowo musi czuć się autor, któremu sprawiedliwa recenzja trafia się od czasu do czasu albo po kilku latach posuchy…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s