Pokolenie „ja”

Od czasów mojej wczesnej młodości, to jest czasów zamierzchłych, naznaczonych muzyką Red Hot Chilli Peppers i grami „komputerowymi”, które przegrywało się z dyskietki na dyskietkę, zawsze śmieszyły mnie dyskusje w gazetach o tym, jakie to jest „pokolenie” współczesnej młodzieży. Używam cudzysłowu, bo w związku ze zmianami ustroju, systemu edukacji i rozkładu bogactwa w narodzie, nie ma chyba takie doświadczenia, które by w moim pokoleniu dotknęło każdego.

Jak wcześniej opisywałam na tym blogu, edukację odbyłam w osobliwych placówkach i w żelbetonowej tysiąclatce spędziłam trzy lata (w klasie, jak na tamte czasy, bardzo nowoczesnej: bez ocen i ścisłego podziału na lekcje). W jakimś sensie beznadzieja post-komunitycznej szkoły dotknęła mnie jedynie chyba przez piosenkę Elektrycznych Gitar i słowa „Wszyscy mamy źle w głowach że żyjemy” oraz

„tony papieru, tomy analiz
genialne myśli, tłumy na sali
godziny modlitw, lata nauki
przysięgi, plany, podpisy, druki”

jakoś zawsze mnie uderzały i działały bardzo obrazowo, zwłaszcza, kiedy usiłowałam myśleć o szkole z perspektywy, jako o jednym z tysiaca innych dzieci, siedzących w ławce, wkuwających wzory chemiczne i fizyczne na pamięć, piszącym bzdurne „rozprawki” o Antygonie i Rudym, Alku i Zośce, z takiego samego podręcznika co wszystkie polskie dzieci w tym samym wieku uczących się składu komórki i przebiegu fotosyntezy. Przerażało mnie to. Przerażał mnie smutek i beznadzieja, jaka tkwiła w tej piosence, i jaka podszywała szkolne lata.

Produkuję ten przydługi wstęp po to, żeby się usprawiedliwić, że nie, nie jestem żadnym „głosem pokolenia”, bo nie pracuję w korpo, nie zarabiam 1500 zł na rękę (chyba tylko dlatego, że wyjechałam za granicę… chociaż stało się to głównie dzięki przypadkowi i mojej ciężkiej pracy, bo nigdy nie marzyłam o tym, by wyjechać ze Strasznej Zaściankowej Polski na Wspaniały Zachód Gdzie Wszystko Jest Łatwiejsze – w gruncie rzeczy jestem konserwatywna i lubię swój kraj), ani tez nie jestem bezrobotną humanistką i nawet nie skończyłam „normalnej” szkoły.

Wracając do meritum, w rozważaniach o „pokoleniu” przoduje, a jakże, Gazeta Wyborcza, wierna chyba marksistowskiej stylistyce i narracji, w których zawsze zbiorowość odgrywała istotną rolę, i zaliczanie się do „robotników”, „inteligencji”, „ciemnogrodu” etc zawsze (tj od kiedy pamiętam) było dla jej dziennikarzy swego rodzaju istotną klasyfikacją. Nie wiem czemu, ale inne gazety (rzeczpospolita, prawicowe periodyki, nawet nasz dziennik) nie są takie znowu łase na tematy okołopokoleniowe. Moje ulubione z mega bzdurnych określeń to „generacja Y” i „Pokolenie JPII”. Zawsze mnie zastanawiało, czy można należeć do obu na raz, bo generacja Y nie ma autorytetów, a pokolenie JPII to młodzi konserwatyści, wpatrzeni w JPII niczym w oświaty kaganiec (a potem, po cichu, praktykujących konkubinat podparty lateksowym środkiem zabobiegającym ciąży, gdy już przeminie zbiorowa religijna ekstaza). Swoją drogą, jeszcze w liceum a może i w późnej podstawówce okreslenie „młodzież nie ma dziś autorytetów” przyprawiało mnie o mdłości. Bo kogo niby mieliśmy słuchać i komu wierzyć, jeśli starsze pokolenie pełne było ubeckich konfidentów? Zwłaszcza, gdy mówił to ktoś starszy, powiedzmy wredna niesprawiedliwa nauczycielka, miałam ochotę odparować, to czemu pani nie stanie się dla nas autorytetem?

Śmieszy mnie też szczerze określenie „milenialsi”. Jest to paskudny nowotwór językowy, serio. Czemu autor (albo tłumacz) nie wybrał jakiejś miłej uchu, romantycznej nazwy w stylu „pokolenie przełomu (wieków)”? Milenialsi brzmią dziwnie i pokracznie. Ale w opisach „milenialsów” jest chyba najwięcej prawdy.

Myślę, że moje pokolenie to pokolenie „ja”. W sensie, „ja” jest najważniejsze. „Ja”, moja samorealizacja, ja i moja kariera, ja i mój zajebisty lifestajl, ja i moje stylizacja, ja i mój goły tyłek (to w przypadku celebrytek i modelek). Wiem, że świat nie jest jakiś czarno biały, i ludzie żyli zawsze dupcząc się i jedząc, martwiąc się co najwyżej następnym dniem, i elita społeczeństwa, która myślała o czymś głębszym (i szerszym) jest, była i chyba będzie stosunkowo mało liczna. Ale coś mi się wydaje, że w starszym pokoleniu, a w literaturze to już w ogóle, więcej jest chyba życia ideałem i dla ideału, dla jakiegoś celu w życiu (nawet jeśli tym celem ma być zwyczajnie dom, samochód, rodzina i fajne wakacje). Może wychowano mnie trochę dziwnie, po dewocku, i staroświecko, ale dużą wagę przykładano do postaw altruistycznych, do tego, by się dzielić, by robić coś dobrego – nie po to, by chwalić się potem na fb własną zajebistością, ale dlatego, że ktoś tego zwyczajnie potrzebuje. Do dzisiaj pamiętam (z wczesnej podstawówki czy nawet przedszkola, O_o) hasło świętego Stanisława Kostki „do wyższych rzeczy jestem powołany i dla nich pragnę żyć”. Trochę górnolotnie to brzmi, ale może coś z tego, co mi tak uparcie wbijano do głowy jednak tam zostało?

Nie wiem po co piszę tego posta. Chyba dlatego że te swoisty realizm oparty na „ja” mnie zwyczajnie wnerwia. Wnerwiają mnie blogi i blogerstwo pełne jakichś kompletnych banałów, lokowania produktu za wszelką cenę, stylizacji, o których za miesiąc wszyscy zapomną i tego, że większość ludzi poza SOBA nie ma innych zainteresowań. Szczerze, ludzi myślących oryginalnie jest niewielu.  Myślących oryginalnie i piszących blogi jest jeszcze mniej, no i internet jest wielki i szeroki, więc może nie trafiłam na te właściwe? To co mnie fascynuje i chyba zawsze fascynowało w ludziach to autentyczność ich przeżyć… i pasja. Myślę, że mojemu pokoleniu, pokoleniu ja, pokoleniu pokracznych mileniansów brakuje chyba trzeźwej oceny siebie (co umiem, czego nie umiem, co mnie pasjonuje i czy potrafię o tym pisać) i dystansu (nie każde dziewczę z modowego bloga w losowych ciuchach wygląda interesująco…bez kitu, nie każdy jest „gwiazdą” ani nawet „celebrytką” – swoją drogą, to słowo też jest pokraczne, ale pasuje do znaczenia, które niesie). Brakuje większości z nas umiejętności pisania po polsku (pisanie po polsku to wbrew pozorom sztuka). Brakuje nam celu większego i ważniejszego niż zyski z bloga. A przede wszystkim, brakuje nam wyjścia z własnego egocentryzmu i brakuje nam zdecydowanie krytyki takich postaw.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s