Radek Rak “Kocham cię, Lilith” — recenzja

Jak już wspominałam, wstępy nie są moją mocną stroną. Wystartujemy więc od środka, bo kto mi tego zabroni?

 

IMAG0723

Książkowy debiut Radka jest chyba najdojrzalszym jego utworem. „Lilith” zaczyna się powoli, ślamazarnie, akapit za akapitem podążamy za Robertem Z., przedstawicielem handlowym, który przyjeżdża do sanatorium w Ruskich Bukowkikach podreperować zdrowie. Gdyby nie Ruskie Bukowniki, brzmiałoby jak opis amerykańskiego filmu na filmwebie, prawda? Jak to w sanatoriach bywa, w pierwszych dniach pobytu Robert nawiązuje dwie dobrze rokujące znajomości: odwiedza lekarkę Małgorzatę i spotyka efemeryczną malarkę Iwonę. Zaczyna się więc trochę jak romansidło spod znaku Harlequina i istotnie, można by nawet dać się temu wrażeniu zwieść, gdyby nie język książki. Język, wśród wielu innych walorów, jest pierwszym co wyróżnia książkę spośród różnego wydawanego w wolnej Polsce chłamu spod znaku tak zwanej fantastyki.

Zanim zabrałam się do pisania własnej recenzji, przeczytałam recenzje innych. Recenzje można podzielić na dwie kategorie: jedni recenzenci nie zrozumieli książki i usiłują jakoś to w recenzji ukryć, innym natomiast (głównie młodocianym recenzentom z portali fantastycznych) walory erotyczne książki przesłoniły wszystko inne (i, co całkiem prawdopodobne, dostarczyły dobrej pożywki dla „samotnych przyjemności pod kołdrą”). Znalazłam też opinię, że książka jest zanadto erotyczna. To prawda, że może nie jest to książka dla dojrzewających chłopców, ale „zanadto” to przesada.

W książce scen erotycznych pojawia się sporo, i mimo że są to sceny jak najbardziej dotykające ludzkiej intymności i fizyczności, może poza jedną, żadna z nich nie jest pornograficzna. Opisy te są delikatne i wydają się świeże i niewinne. W każdej takiej scenie seksualność służy nie tyle budowaniu i rozładowywaniu popędu, ale czemuś większemu, ważniejszemu: realizacji głębokiego pragnienia zjednoczenia z drugim człowiekiem, znalezienia ujścia dla nie do końca nazwanych i wyrażonych tęsknot, poszukiwaniu spełnienia i celu życia.

Radek porusza trudny temat męskości. Czasy, w których żyjemy są mocno sfeminizowane. Męskość jest niewygodna, bo bywa gwałtowna, nieprzewidywalna i kieruje się pożądaniem. Pożądanie też zostało przez kulturę popularną zredukowane do prymitywnego faceta kierującego się w życiu penisem i jego podrygami; seks to uprzedmiotowiona kobieta odgrywająca rolę aktorki porno i facet rozładowujący sztucznie podsycane napięcie w zwierzęcy sposób. Radek wraca do korzeni, do spraw najprostszych i najważniejszych, do motywów biblijnych i do niekończących się opowieści o budzącym się pożądaniu, o przejściu z niewinności do grzechu, z chłopięcości do męskości, o fascynacjach „tą pierwszą”, która niczym Księga z opowiadań Szulca i istnieje i nieistnieje.

Najważniejszym motywem jest w książce Lilith, w mitologii Żydowskiej pierwsza żona Adama. Ale zanim Lilith została żoną Adama, doświadczyła doskonałego zjednoczenia z Bogiem i po tym przeżyciu służalcza rola małżonki leżącej „pod” mężem zupełnie jej nie odpowiada – więc Lilith ucieka. Lilith pełni tu rolę symbolu kobiety niezależnej, tej, która pachnie krwią, twardej i namiętnej. Lilith przeraża mężczyzn. Wobec jej dzikiej kobiecości ich męskość kapituluje. Lilith i jej następczynie wcale mężczyzn nie potrzebują, a jeśli już, to chyba w charakterze zabawek. Rzesze potomków Adama pragną Lilith, jej nieokiełznania i piękna, pragną poskromić dziką Lilith pachnącą krwią, ale ostatecznie wybierają bezpieczne ramiona uległej Ewy pachnącej mlekiem. Ewy-matki.

Książka Radka składa się z wielu historii, niektórych onirycznych, innych rozegranych w wyobraźni Roberta, jednych śmiesznych i głupich a innych całkiem prawdopodobnych. We wszystkich tych historiach pojawia się pożądanie, męskie niezrealizowane pragnienia, niespełnienie. Mamy męskość poszukującą własnej tożsamości i dookreślenia (zakon zmartwychwstańców, czcicieli Lilith, wyprawiających się autosanem na pielgrzymkę do Jerozolimy), męskość przegraną, która nigdy nie odkryła własnej siły, a umiała wyłącznie siać zagładę, własną i cudzą (pijak Hynek i jego opowieści o dziwnej treści) i męskość na zakręcie (Robert Z.).

Książka jest stylowo niejednorodna. Czasem staje się baśnią, kiedy indziej apokryfem pisanym językiem Jakuba Wujka a w innych miejscach dostajemy kawałek literatury współczesnej, coś na kształt Grechuty skrzyżowanego ze Stasiukiem. Przejścia z jednego stylu do drugiego, z jednej opowieści w drugą są w zasadzie niezauważalne. Wydarzenia i sceny płyną, jak rzeka, którą obserwuje się nie widząc upływu wody i czasu, by w końcu doprowadzić do osobliwej Wielkanocy, gdzie Zmartwychwstanie nabiera dość apokryficznego znaczenia, i nawet Lilith przemienia się w Ewę, która zasypia na łóżku Roberta, zmęczona, aseksualna – a może to właśnie Ewa staje się Lilith?

Książkę szczerze polecam: ze względu na jej świeżość, na język i na mnogość niedopowiedzianych historii, bez początków i zakończeń.