Michał Witkowski, “Zbrodniarz i dziewczyna”

Od kiedy zorientowałam się, jak mieć łatwy dostęp do nowości literackich, czytam je w hurtowych ilościach, nadrabiając zaległości z lat emigracji. W domu rodzinnym nigdy nie zastanawiało mnie specjalnie skąd biorą się nowe dobre książki i jak rozróżnia się je od tych niedobrych. Szłam po prostu do sypialni Rodziców, wybierałam na chybił-trafił to, co przyciągnęło mój wzrok i (o ile nie był to kryminał) na ogół pozycja okazywała się warta czytania. A na emigracji – posucha. Nie dość, że książek po polsku nie ma (choć po jednym profesorze, który wyjechał na stałe do Izraela odziedziczyłam kolekcję Gombrowicza), to jak są – trzeba czytać z komputera, jakbym przy pisaniu programów miała go jeszcze za mało. No, ale dostałam na gwiazdkę w zeszłym roku oldschoolowy, cudownie powolny, hipsterski, rzekłabym, tablet blackberry, który nie posiada ani święcącego ipadowego ekranu, ani też nie ma na niego gier i modnych aplikacji, i nadaje się przede wszystkim do czytania. No i się zaczęło nadrabianie zaległości z wielu lat.

Co więcej, odkryłam też audiobooki. Najpierw słuchałam ich w trakcie biegania, bo bieganie, sorry, nie jest czynnością ani mistyczną, ani intelektualną (mamy w Polsce najwyraźniej jakieś specjalne audiobooki, bo moi amerykańscy znajomi byli w szoku jak to usłyszeli), ale potem odkryłam, że po prostu lubię, jak ktoś mi czyta. Może dlatego, że moi Rodzice przykładali dużą wagę do czytania nam-dzieciom na głos i to codziennie. Wychodziłoby więc na to, że niektórzy mają swoje comfort food, a ja mam, zdaje się, comfort reading.

Zupełnie pogubiłam się na rynku książek po angielsku. Angielskojęzycznej literatury jest mnóstwo, wszystko ładnie wydane, świeci kolorową okładką, i jak tu rozróżnić. Nie istnieje też polskie kryterium polityczno-religijne i skąd mam wiedzieć, że nie trafię na gumę do żucia dla mózgu typu Nora Roberts? Próbowałam najpierw z amerykańskimi autorami, których szczerze podziwiam, ale czytanie Cormaca McCarthy w oryginale było (i nadal jest) ponad moje siły. W końcu z braku lepszego kryterium zaczęłam czytać autorów nominowanych do Pulitzera i na ogół odkrywałam nowe lądy. Co miłe, proceder ten okazał się bezpieczny finansowo, bo biblioteka uiwersytecka, poza pracami naukowymi i podręcznikami do mechaniki płynów, algorytmiki i gramatyki posiada również dobrze zaopatrzony dział ze współczesnym literaturą piękną, a wszystko można wypożyczyć na pół roku.

Piszę ten przydługi wstęp, by wyjaśnić, dlaczego ostatnio na blogu jest tak dużo o książkach a tak mało o życiu. Po prostu czytam jak głupia, dużo i szybko, i być może to jest właśnie ta oznaka wyjścia z depresji.

Michał Witkowski fascynował mnie od dawna, może dlatego, że jakoś trudno go przeoczyć wśród newsów o „gwiazdach” prężących się na tle ścianek, a każda gwiazda odessana z tłuszczu, długonoga, drogo i wulgarnie ubrana. Cudownym odkryciem było, że pisać to on umie lepiej nawet niż robić sobie żarty z blogerek modowych.

Książkę czyta się (przynajmniej pierwszą część) bardzo dobrze. Mnie osobiście urzekły chyba najbardziej opisy przejść Pawła-Pauli, homoseksualnego nauczyciela języka polskiego z zawodówki, opisującego z werwą swoje relacje z literaturą i uczniami, do których nic nie trafia oraz mityczne miejsce o nazwie Monte Video. Druga część jest – jak na mój gust – o wiele zbyt makabryczna, dosłowna i cielesna, ale i tutaj są naprawdę dobre kawałki, jak na przykład to, gdy po oglądnięciu sekcji główny bohater przez jakiś czas widzi ludzi jako pojemniki ciasno wypakowane jelitami, płucami, wątrobami i płynami ustrojowymi.

W książce jest coś z atmosfery „Śmierci w Wenecji”, jakiegoś niewypowiedzianego niepokoju, młodości i piękna w których kryje się zapowiedź śmierci, zgnilizny i rozkładu. Książka jest też emocjonalnie gęsta, intensywna, przesycona. Witkowski ma najwyraźniej talent do opowiadania świata opisując jego zapachy, smaki, wrażenia i nastroje, czasem rubasznie, czasem prawie lirycznie, a czasem po prostu śmiesznie. To emocjonalne naładowanie, co ciekawe, pozbawione manieryzmu i wulgarności, jest siłą prozy Witkowskiego, bo czuć je także w innych jego książkach.

Mimo że dużo w „Zbrodniarzu i dziewczynie” małych i dużych obserwacji rzeczywistości, Witkowski odwołuje się raczej do literatury i wrażliwości niż do popkultury, co moim zdaniem jest po prostu ciekawsze. Witkowski przyjmuje świat z dobrodziejstwem inwentarza, z jego brakiem gustu, pretensjonalnością i brzydotą, z zasikanym publicznym szaletem, z panem żulem tak brudnym, że brud wżarł się w ciało, z dziewczynkami z zawodówki uważającymi każdy wyzywający tandenty strój za „elegancki”, z jego stroną fizyczną, tabletkami na przeczyszczenie, włosami łonowymi, antydepresantami i parciem na zwieracze i mieli, mieli ten świat i wypuszcza taki przemielony, umorfowany na własną modłę, ulepszony przez literaturę, kulturę i słowa, i zamiast Holonka, wychodzi z tego inteligenta gra z czytelnikiem, śmieszna, ale niegłupia.

Jedną z takich obserwacji, czym jakoś nie mogę się nie podzielić, jest komentarz do reklam radiowych. Od dobrych dziesięciu lat, co reklama w radiu, to gorsza. Nie, żeby reklamowali tam jakieś normalne rzeczy, płyny do mycia naczyń, pastę do zębów albo chociażby „produkty bankowe”, nie, nie, w radiu zawsze jest Janette Kalytta, żele na nadżerki, środki na rozwolnienie, potencję, nietrzymanie moczu, po prostu w sam raz do słuchania na przerwie śniadaniowej w pracy. Witkowskiego najwyraźniej też to drażni, bo poświęca temu zagadnieniu naprawdę dużo miejsca. Inne ciekawe zjawisko w książce to pojawiające się tu i ówdzie postacie kobiet-biurew, z farbowanymi włosami, z miną urzędniczki ZUSu, nieuprzejmych lub zwyczajnie wrednych, pozbawionych kobiecości, brzydkich i do bólu skąpych. Mnie takie kobiety przerażały od wczesnej podstawówki (trochę jest takich w każdej polskiej szkole). Może Witkowski ma na to zjawisko więcej wrażliwości, bo jest pedałem? Moim zdaniem ciekawe jest spojrzenie faceta, który nie czuje pożądania w stosunku do kobiet na kobiety właśnie, i to nie na te, które są piękne, młode i zadbane, i wobec których obiektywnego piękna trudno przejść obojętnie.

„Zbrodniarz i dziewczyna” najpierw rozwija się lekko, jest romans, kaczka i gnocci, trener personalny, życie ułożone i fajne, starbucksy i złota młodzież z iphone’ami, panie kelnerki i siłownia, by później miły romans przerodził się w niespecjalnie miłe śledztwo, na dodatek z makabrycznymi ofiarami zbrodni, a już na końcu zbrodnia i brud świata nie może pozostać poza bohaterami, wkracza w ich życie, zmienia je i staje się nim. Właśnie ten rozwój wypadków, od lekkiej powieści obyczajowej, do ciężkiego kryminału, gdzie zbrodniarz jest znany, ale nie wiadomo, komu uda się wywinąć, ta osobliwa konstrukcja jest siłą książki, i paradoksalnie, to wcale nie razi.

Fajne są też opisy homoseksuanych fascynacji autora. Nie żadne tam LGBT, miłość do grobowej deski, ale uczucie, uczucie przede wszystkim! I pożądanie. Bo Michaś vel Michaśka, główny bohater, wcale się nie wstydzi fascynacji lujami i ich dresowatą męskością zapakowaną w przywiezione z Londynu dresy Lonsdale’a, młodymi ślicznymi licealistami o ciałach pozbawionych tłuszczu, męskością dziecinną, bobasowatą, jasnowłosą, męskością hipsterską, nieco infantylną i aspirującą.

Czytając tę książkę było mi jakoś blisko do autora, chociaż w przeciwieństwie do niego jestem całkowicie heteroseksualna. Może dlatego, że sama wyrosłam w tak zwanym inteligenckim domu, gdzie rządziły święte prawa gościnności, religijne wychowanie było oczywistością (co ciekawe, Witkowski nie jest obrazoburczy – religię przyjmuje również z dobrodziejstwem inwentarza, a bohater zapala w katedrze świeczki Matce Boskiej) i czytało się klasykę, a może dlatego, że życie nauczyło mnie też nie oceniać, brać rzeczywistość jaką jest i tylko przemielać ją przez własną wrażliwość by uczynic ją znośną.

Podsumowując, bo tekst powinien mieć początek i koniec – było warto. Po prostu. Co prawda druga część książki nie jest dla osób o wrażliwym żołądku i plastycznej wyobraźni, i spodobać się może chyba tylko wielbicielom sadistic pl i pornografii dla nekrofili, ale zarówno intryga, fabuła, jak i wykonanie są warte brnięcia przez tą część.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s