Ja-izm

Ja-izm

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie moja przyjaciółka Agnesi, która wysłała mi ten oto link TUTAJ Agnesi, mama rocznego szkraba, miała do tego tekstu dość osobisty stosunek. Sama nie mam dzieci, więc może będę trochę teoretyzować, ale ten tekst mnie serio wkurzył.

Jakie są konsekwencje bycia matką, wiedziało dobrze pokolenie mojej Mamy i Babci. Dziecko, małe, wiecznie głodne, zziębnięte, chore albo zasiusiane wymaga przez pierwsze parę lat opieki i uwagi. Temat macierzyństwa jest na blogach bardzo popularny, wałkowany na wszelkie możliwe sposoby i z różnych perspektyw. To, co mnie w tekście zirytowało to stawianie sprawy w kontekście „JA i moje PASJE” konta „dziecko, które nie wynagradza trudów macierzyństwa”. Kiedy słyszę o pasjach, przypomina mi się natychmiast taka okładka „Faktu” z dzieciobójczynią znaną powszechnie jako „mama Madzi”, która stwierdza niefrasobliwie, że teraz, po śmierci córki, ma wrezcie czas by realizować swoje pasje. Przepraszam, ale nie mogę, po prostu nie mogę powstrzymać się od tego komentarza.

Droga autorko tekstu, pragnę zauważyć, że świat nie obraca się wokół ciebie. Jeśli weszłaś w związek małżeński licząc na coś, co nazywasz autonomią, licząc na to, że będziesz wiecznie w centrum zainteresowania, a twoje potrzeby będą najważniejsze, no to … podpowiem ci, i nie trzeba do tego jakiejś wielkiej psychoanalizy, że jak dotąd, robisz to źle. Małżeństwo polega na stawianiu małżonka, jego potrzeb, dobra i szczęścia przed własnymi (powinno to dotyczyć OBU stron). Jeśli w związku nie nauczyłaś się wyrzekać egocentryzmu, zaciskać zębów i czasem robić z uśmiechem czegoś ekstra po prostu dla dobra drugiej osoby … to trochę to dziwne. Czyżbyś była jedną z tych polskich matek, które wybierają sobie nieobecnego męża, i chociaż bardzo je to frustruje, tak naprawdę nie spodziewają się od tego męża pomocy w domu i przy dziecku?

Uderzyło mnie jeszcze coś innego. Cały tekst jest hymnem na cześć „jaizmu”. Mówi się, że żyjemy w czasach skrajnego indywidualizmu, ale właściwie określiłabym to raczej jako „ja-izm”, prąd myślowy (?), gdzie ja i moje życie, potrzeby, zachcianki, samorealizacja i spełnienie stoją ponad wszystkim innym: ponad starym, dobrym powołaniem, moralnością, i innymi ludźmi (chyba, że ci inni ludzie to rodzina). Powiedzmy szczerze, czym są te mityczne „pasje” z artykułu? Niewiele znam ludzi z prawdziwą pasją. Poznałam za to całe szeregi zainteresowane spełnianiem pięciominutowych zachcianek i kreowanych przez agencje reklamowe „potrzeb”. Większość tych pasji też obraca się wyłącznie wokół „ja”. Na przykład podróże mogą być autentyczną pasją, ale dość często sprowadzaka się do sposobu na zabicie nudy i podbicie statusu towarzyskiego na fejsbuku. Znam ludzi, którzy autentycznie kochają sport. Ale jakimś dziwnym trafem to wcale nie ci zamieszczają na fejsbuku statusy z endomondo i milion zdjęć w najmodniejszych ciuchach do biegania.

Tekst można streścić w krótkim „jak to? Świat jest taki niesprawiedliwy! Nie mam autonomii, jestem zmęczoną matką, a przecież NALEŻY mi się lepsze życie”. Po prostu jaizm w pełnej krasie. Do tego w jaizmie, w przeciwieństwie do zwykłego hedonizmu, nie ma jakiejś takiej niewielkiej, ale wstydliwej dawki cynizmu. Jaizm moralnie usprawiedliwia egocentryzm nazywając go samorealizacją. Jaizm uznaje, że jak coś nie działa (związek, małżeństwo), to po co naprawiać, po co zmieniać, albo szukać winy w sobie, skoro można poszukać ekscytacji gdzie indziej. Jaizm stawia też przed matką zadanie nie do wykonania: od pierwszych tygodni życia dziecka ma być supermamą, bo przecież jak to możliwe, że ONA miałaby NIE PODOŁAĆ? Jaizm sprawia, że matki są tak skupione na dzieciach, że walczą o nie (i za nie) na każdym kroku: począwszy od konfliktów w piaskownicy a skończywszy na nauczycielach z liceum i narzeczonych. Dziecko nie wychowuje się w większej strukturze (otoczone rodzeństwem, bliższą lub dalszą rodziną, kolegami z podwórka i szkoły, pouczane przez wychowawców i sąsiadki), ale w izolacji, starannie opatulone kloszem matczynej, źle pojętej „miłości”. Trudno się dziwić, że taka matka jest wiecznie zmęczona: scedowanie choć części odpowiedzialności na ojca, na dziadków, na szkołę, na rodzeństwo, na trenera z klubu sportowego i wychowawczynię pewnie by ją nieco odciążyło… ale mogło by się wtedy, o zgrozo, okazać, że dziecko popełni jakiś błąd, nie poradzi sobie z czymś, przekona się, że nie jest pępkiem świata, albo dostanie uwagę za zachowanie, i – cóż za tragedia! – będzie musiało z tym żyć, bo matka nie poleci do szkoły robić awanturę.

Wracając do pasji, pasje są czymś wartym realizowania za cenę macierzyństwa, jeśli są to pasje typu misyjnego. Jeśli chcesz zmienić świat, jeśli masz w życiu do zrealizowania jakąś misję, jeśli twój wyuczony zawód predestynuje cię do bycia osobą nie do zastąpienia… ale jeśli „pasje” sprawadzają się do hedonistycznych zachcianek (podróże, imprezy, ploteczki, zakupy), to czy naprawdę przyjęcie na świat małego człowieka i nauczenie go jak odróżniać dobro od zła nie jest więcej warte?

W moim środowisku istnieje wiele legend o kobietach-naukowcach, które rodziły dzieci niemal w laboratoriach albo pisały prace z dzieckiem przy piersi; ale znam też opowieści w których kobieta najpierw „odchowywała” dzieci a dopiero potem, już zdrowo po czterdziestce, pisała najlepsze prace w życiu. Macierzyństwo stanowi raczej misję i powołanie, część życia, nie zachciankę i nie chodzi w nim o jakieś mityczne „wynagradzanie trudów”. No sorry, ale dziecko, które czuje się winne, bo matka przesiedziała nad jego łóżeczkiem miesiące, bo było chore, bo miało kolki, bo ząbkowało, bo płakało, nie wyrośnie chyba na szczęśliwego dorosłego. Traktowanie dzieci na równi z „samorealizacją” też wydaje mi się raczej niesprawiedliwe. O ile kobieta chce zdobyć certyfikat A, B i C, nauczyć się języka D, E i F, zwiedzić kraj G i H albo skończyć studia podyplomowe z I i J, to są to cele bardzo określone i konkretne. Dzieci natomiast stanowią zjawisko mocno nieprzewidywalne, i nigdy nie wiadomo, na co się trafi. A nie zawsze trafiają się geniusze i miss polonie. Czasem trzeba tę nieprzewidywalność życia zaakceptować z dobrodziejstwem inwentarza.

Innym artykułem (dla odmiany, ten to ja wysłałam do Agnesi), który mnie poruszył był ten TUTAJ I nawet nie sam temat (in vitro) uznałam za uderzający, ale ton artykułu. Pani, z którą dziennikarka prowadzi wywiad traktuje dzieci, jakby były niemal „prawem człowieka”, jakimś towarem, który każdy może kupić i jeszcze wybrać w najlepszym sorcie (normalnie, jak w zakupach na Amazonie). W jej wypowiedziach „medycyna reprodukcyjna” brzmi niemal jak „medycyna produkcyjna”, w której firma gromadzi materiały dobrej jakości (spermę od zdrowych, ładnych i wykształconych dawców) i wytwarza z nich towar, na który jest popyt. Ten artykuł też pełen jest ducha jaizmu. Jeśli kobieta zachce mieć dziecko, to przecież powinna je mieć, tak jak nową sukienkę i buty, bo przecież jej się NALEŻY, i nieważne, że często to dziecko wyrośnie w dziwacznym układzie rodzinnym, nieważne, że w pewnie usłyszy, że przecież jego poczęcie kosztowało rodziców/matkę 300 tys złotych, więc czemu jest TAKIE?, nieważne, że często nie pozna swojego prawdziwego ojca, nieważne, że będzie osobą bez korzeni, ewenementem prosto z laboratorium… O ile desperacja par jest zrozumiała, to moralność „wszystko jest dobre, co ma dobry DLA MNIE skutek” już niekoniecznie. Bo takim samym procesem myślowym można uzasadnić zabijanie ludzi kalekich (obciążają służbę zdrowia i psychikę członków rodziny), zabójstwo „bezwartościowych” jednostek (jak w „Zbrodni i karze”), wszelkie typy zdrady małżeńskiej i zdrady stanu (bo przecież „i tak było nie ok, więc nikomu nie dzieje się krzywda”). I taka jest kwintesencja ja-izmu, religii współczesnego społeczeństwa.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s