Aleksandra Zielińska, “Przypadek Alicji”

Nie mam pojęcia, czy książkę można „odczytać na wiele sposobów”. Książka na pewno porusza parę dość konfliktogennych tematów, więc czytelnik widzi w niej to, co chce widzieć. Na przykład Kinga Dunin z „Krytyki Politycznej” zobaczyła moralitet o braku dostępu do aborcji i niedostatecznej edukacji seksualnej. No, ale tak, jak Tomasz Terlikowski wszędzie dostrzega cywilizację śmierci, panie Kinga, Kazimiera i Magdalena literaturę, sztukę i politykę odczytują przez klucz uciśnienia kobiet. Ja natomiast w mojej recenzji postaram się zobaczyć w książce po prostu… opowieść.

Fabuła nie jest jakaś specjalnie oryginalna: bohaterka, studentka farmacji zachodzi w ciążę, i to nie z chłopakiem, z którym się związała, a z nieznajomym, i to w okolicznościach tak romantycznych, jak stan upojenia alkoholowego i toaleta klubu. Po wydarzeniach długiej i brzemiennej w skutki nocy Alicja budzi się na trawniku, i nic już nie wydaje się takie samo.

Moim zdaniem książka nie opowiada wcale o „ograniczonym dostępie do aborcji w Polsce”. Alicja bez problemu znajduje lekarza gotowego uratować ją od problemu, i na dodatek, lekarz jakoś nie wspomina o zapłacie. Farmakologiczna abocja się jednak nie udaje, i Alicja decyduje się nie próbować drugi raz.

Portret Alicji, jej emocji, jej rozdarcia i bólu wyszedł autorce bardzo wiarygodnie. Autorka skupia się na emocjonalnej stronie kobiety, na tym, co przechodzi dziewczyna, która nagle zachodzi w ciążę i świat wali się od podstaw. Na dodatek, dziecko jest niechciane, nie wiadomo czyje, i twardo trzyma się życia wysysając je z matki.

Od czasu zajścia w ciążę w życiu Alicji zdarzają się same osobliwe przypadki. Pojawiają się szczury albinosy, dziwne króliki i koty. Wyraźne są nawiązania do „Alicji w krainie czarów” (doktor-aborcjonista jako Klucznik, serwujący herbatkę na stole przykrytym koronkowym obrusem), ale ta dziecinna opowieść dość szybko zaczyna przypominać raczej horror niż bajkę.

Do tego, jakoś trudno ustrzec się przed skojarzeniami z „Ubikiem” Dicka, chociaż w tym przypadku nawiązanie jest o wiele bardziej subtelne. W pewnym fragmencie ksiązki Alicja obcina włosy. Ani współlokatorka ani chłopak nie dostrzegają zmiany, twierdząc, że przecież zawsze goliła się maszynką na chłopaka. Włosy jak włosy, ale Alicję zaczyna dręczyć pytanie, czy świat zawsze TAKI był, czy też dopiero STAŁ się TAKI po tamtej zimowej nocy?

Kinga Dunin w swojej recenzji pomija to, jak bardzo matriarchalna jest rodzina Alicji. Matka rządzi w wiejskim domu twardą ręką, a milczący ojciec zostaje oddelegowany do mało interesujących zajęć: chodzenia do pracy, karmienia kotów szczurami z pułapek i zarzynania kur na rosół. Kontrolująca matka pragnie – jak w wielu polskich rodzinach – by wszystko WYGLĄDAŁO porządnie, co Alicję doprowadza do jeszcze większego rozstroju.

Ktoś napisał, że „Przypadek Alicji” to książka o dojrzewaniu. Ale Alicja w książce nie dojrzewa. Uważam, że to raczej książka o kontroli i jej utracie. W momencie zajścia w ciążę Alicja nie ma wpływu na nic: ani na skuteczność zabiegu doktora Skrobigara, który sam nazywa gabinet „rzeźnią”, ani na zdrowie (w szpitalu „życzliwa” pielęgniarka opowie Alicji o tym, jak usuwała swoje nienarodzone dzieci, ze szczegółami i bez żadnej wrażliwości), ani na postępowanie matki i chłopaka. Alicja jeszcze na początku książki próbuje kontrolować świat przez autoagresję: rozdrapuje płatek ucha do krwi, bije się w brzuch, pali i pije, ale świat nie zamierza oddać jej kontroli nad życiem. Na końcu okazuje się, że światem i tak rządzi szalony narkotykowy diler i jego armia wytresowanych szczurów.
W książce pojawiają się (w dużych ilościach) koty i szczury; niektóre mówią ludzkim głosem. Alicja nienawidzi i jednych, i drugich. Niewykluczone, że miał to być obraz wewnętrznego konfliktu: antagonizm między łowcą a ofiarą, między kontrolą a byciem kontrolowanym, i między wyrażaniem silnych emocji targających bohaterką, a ich trzymaniem na wodzy, jak oczekiwano od niej w domu. Alicja zupełnie nie radzi sobie z tym rozdarciem. Z połączenia kota i szczuta rodzi się krwiożerczy królik, który zawiedzie w końcu Alicję do jej własnej, prychotropowej „krainy czarów”.
Książka zręcznie miesza fantastykę z szaleństwem, rzeczywistość z nierzeczywistością, to, co znane i zrozumiałe (ulice Krakowa, dresiarską dzielnicę), z tym co nadnaturalne, przechodząc z jednego do drugiego zupełnie niezauważalnie, stopniując makabryczność, brzydotę i okrucieństwo świata.

Mnie tam się książka podobała… ale nie jest to ani książka o aborcji, ani o dojrzewaniu. Autorce dobrze wyszedł swojski polski Dick, i na dodatek z wiarygodną, kobiecą bohaterką, skrzyżowanie „Wyznań łgarza” i „Ubika”. Udał się też Zielińskiej portret polskiej rodziny, z samowładną matką, nieobecnym ojcem i dziećmi dostającymi w spadku problemy psychologiczne, niezdolnymi wyrażać emocji inaczej niż przez krzywdzenie innych.

Reklamy

One thought on “Aleksandra Zielińska, “Przypadek Alicji”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s