Małgorzata Kalicińska „Powroty nad rozlewiskiem”

Istnieją książki złe, książki źle napisane i książki szkodliwe. Książkę pani Kalicińskiej zalicza się zdecydowanie do tej trzeciej kategorii. Napisana lekko, chociaż pozbawiona normalnego u pani Kalicińskiej humoru, powieść ta po prostu wkurza.
Wszystko w tej książce jest „prawie”. Bohaterowie są prawie przyzwoici, prawie mają życie duchowe i na ogół postępują prawie moralnie. Niestety, prawie czyni różnicę, i ta różnica bywa istotna, i to nie tylko „statystycznie istotna”.

Bohaterka książki, Barbara, wychodzi za mąż niejako z przypadku, za człowieka, którego szanuje, ale go nie kocha (stosunek męża do żony jest zupełnie analogiczny). Małżonkom rodzi się córka, i wtedy znudzona żona ucieka z gachem. Po dwóch latach życia na kocią łapę gach podejmuje bohaterską decyzję i stwierdza, że jednak tęskni do żony i dzieci… Nasza bohaterka wraca więc do mamusi. Mamusia jednak dość szybko umiera i nagle Barbara musi dorosnąć: zająć się gospodarstwem i niepełnosprawną intelektualnie siostrą.

Wiele spraw w tej książce stanowi dla mnie zagadkę. Po pierwsze, dlaczego matka tak niefrasobliwie ucieka sobie z gachem i nie interesuje się kompletnie losami swojego dziecka? Gdy mąż sądownie pozbawia ją opieki, ta, w imię źle pojętej „kulturalności” w ogóle nie dopomina się praw do swojej córki. Co więcej, nie zainteresuje się dziewczynką aż do czasu pogrzebu ex-męża. Po drugie, dlaczego niby wychodziła za mąż wiedząc, że nie tylko nie kocha narzeczonego, ale i kompletnie do niego nie pasuje: pochodzi ze wsi, jest związana ze wsią i nie chce być warszawską „damulką”, a ewidentnie tego oczekuje mąż? Po trzecie, chutliwość i kochliwość głównej bohaterki, która myśli przede wszystkim o sobie a nigdy o innych, albo co gorsza, o konsekwencjach, wydaje się być postawą pochwalaną przez autorkę. Po czwarte, siostra bohaterki, opóźniona w rozwoju , jakkolwiek niepozbawiona pociągu seksualnego Kasia, zostaje wysterylizowana przy okazji aborcji. W książce pojawia się taka scena, gdy Barbara patrzy inną „nienormalną” dziewczynę z dwójką czy trójką dzieci i zastanawia się, jaką ta dziewczyna jest matką… jaką matką byłaby jej siostra. Nosz kurna, podejrzewam, że może i niezbyt mądrą czy zaradną, ale pewnie i tak lepszą od Barbary, która dziecko zostawia opiekunkom i nianiom a potem, za przeproszeniem (proszę mi wybaczyć język niegodny damy, ale to mnie naprawdę uderzyło), idzie w pizdu z kochankiem…

Książka jest mocno sfeminizowana. Normalnych mężczyzn w ogóle niej nie ma, są za to „niebieskie ptaki” (Dawid, pierwszy narzeczony, i Szymon) – przystojni i interesujący, ale niedojrzali, patafiany, debile i alkoholicy (Arnold i mąż jednak z córek Karolaka), nudziarze o wysokich wymaganiach (ex-mąż), geje (brat bohaterki) oraz kategoria pożądana czyli pantoflarze robiący dokładnie to, co sobie Barbara wymyśli (Tomasz).

Książka jest też smutna. Pod zewnętrzną warstwą poukładania, (prawie) rozsądnych wyborów, „kulturalnego” życia zieje pustka. To życie-wydmuszka, bez głębszych celów, bez próby zrozumienia świata, oddzielenia dobra od zła, przyzwoitości od bestialstwa. Wiem, wiem, patrzę przez filtr „wielkiej literatury” na typowe czytadło, ale kurde, dobre czytadło zostawia czytelnika z jakimś przesłaniem albo poczuciem, że w życiu wygrywa przyzwoitość, ciężka praca albo dobre serce. Tutaj wygrywa chyba głównie chuć.

Pani Kalicińska obdarza swoją bohaterkę tęsknotą za duchowością. Ale tęsknota ta realizuje się na osobliwe sposoby. Barbara modli się do swoich rodziców (duchów przodków?) prosząc ich o wstawiennictwo… głównie wtedy, gdy sprawy idą nie po jej myśli, to jest gdy jej egoizm jakoś jednak nie wygrywa. Bohaterka wymyśla sobie też własne obrzędy, „czarowanie” kobiet z rodu, które wydają jej się takie innowacyjne i głębokie, ale kompletnie nie rozumie ani nawet nie usiłuje zrozumieć tych „normalnych”. Przy okazji pogrzebów prowadzi rozważania na temat tego, jak bardzo nie lubi bezosobowych księży, nie mówiących w ogóle o zmarłym, no ale jak ksiądz może mówić coś bardziej osobistego o zmarłym, skoro zmarły był w kościele gościem raczej rzadkim? Barbara nie widzi istoty rytuału przejścia, przeprowadzenia na drugą stronę… nie rozumie wagi małżeństwa, a religię traktuje jak supermarket, i jeszcze na dokładkę ma wymagania co do ilości i jakości.

Są w książce trzy wątki, które mi się podobały. Jeden to pojednanie z umierającym ex-mężem, drugi to wzięcie odpowiedzialności za siostrę. Trzeci to opisy relacji matki z córką (Barbary z jej matką), jakieś takiej wzajemnej czułości i troski. Jest w tym ciepło i serdeczność, i można przez te opisy dostrzec szczegóły i znaczenie wydarzeń i gestów we własnych relacjach i własnym dzieciństwie. Ale reszta? Reszta to raczej strata czasu. Serio.

Reklamy

One thought on “Małgorzata Kalicińska „Powroty nad rozlewiskiem”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s