Dieta

Wiem, że dużo osób wchodzi na tę część bloga prawdopodobnie, by dowiedzieć się o moją „magiczną” dietę.

Tymczasem, dieta, którą stosowałam, nie była wcale „magiczna” czy jakaś niezwykła. Do tego, ograniczała kalorie do mniej więcej 1200-1300 na dzień (i tego się trzymałam). Ułożyła mi ją pani Anna Prendka z poradni Dietetyka Poznań TUTAJ (jestem naprawdę wdzięczna pani dietetyczce, toteż robię jej darmową reklamę :-))

Do dietetyka poszłam, bo urodziłam się ze skazą białkową (uczulenie na mleko, jajka, jogurty, biały ser itd.) Skaza białkowa, wbrew teoriom pediatrów, nie przeszła mi wraz z okresem dojrzewania. Do dzisiaj nie mogę pić mleka i muszę uważać na to, ile jem jajek, jogurtu czy sera. Wszystkie „diety z internetu” są bardzo standaryzowane, to znaczy. są to diety „dla każdego”, a podstawę dość często stanowią właśnie jogurty. Po drugie, ze względu na stan zdrowia (szczegóły nie na bloga), powinnam dbać o to, by nie mieć niedoborów pokarmowych, i mam większe niż „standardowa osoba” zapotrzebowanie na witaminy z grupy B. Pani dietetyk przeprowadziła ze mną wywiad i wypytała o te wszystkie rzeczy (robiłam też badania krwi). Ponadto, są produkty bez których, na diecie czy nie, nie mogę żyć (olej lniany, w tamtym okresie także… suszone wiśnie). Pani dietetyk uwzględniła to w mojej diecie, bo nikt nie wytrzyma długiego odchudzania jedząc same produkty, których nie lubi albo które mu szkodzą. Od pani dietetyk otrzymałam plan posiłków na dwa tygodnie (po dwóch tygodniach – powtórka). Posiłki mogłam gotować dowolnie, bo dość często miałam np. „warzywa do 100 kcal” albo „kromka chleba (50g)+obkład (do 50 kcal) + dodatki (do 50 kcal)”. Mogłabym chyba napisać książkę kucharską „100 sposobów na dietetycznego kurczaka bez tłuszczu”, bo wypróbowałam wszystkie możliwe sposoby przyrządzania, i wszystkie możliwe przyprawy (soliłam, ale mało). Pod koniec umiałam tak upiec pierś kurczaka by smakowała jak kurczak z rusztu 🙂

Tak, liczyłam kalorie i wszystko ważyłam (w sumie do dzisiaj tak robię). Miałam taką podręczną kartkę z wypisanymi kaloriami na 100g w poszczególnych warzywach, i trzymałam w kuchni kalkulator. Codziennie gotowałam, ale czasem zabierałam jedzenie w pudełku, jeśli wiedziałam, że nie będę jeść w domu.

Sport uprawiałam 2 razy w tygodniu (pływanie albo rower) i codziennie chodziłam po parę kilometrów. Po treningu (pływaniu lub rowerze) jadłam dodatkowe 150 kcal (głównie kurczaka, czasem ser z olejem lnianym).

Co jadłam:

Białko: chude mięso z kurczaka (150-200g na dzień), czasem łososia (50g raz na dwa tygodnie),  dorsza, wędzonego łososia, kozi ser, biały ser, jogurty greckie.

Węglowowdany: chleb razowy (sama go piekłam), kaszę gryczaną, ryż (wypróbowałam chyba wszystkie rodzaje z marketu, i nie, nie jadłam brązowego, bo go nie lubię), płatki owsiane.

Tłuszcze: oliwę z oliwek (max. łyżka na dzień), olej lniany.

Warzywa: CUKINIA, CUKINIA, CUKINIA (15 kcal na 100 gram :)), pomidory, papryka, cebula, seler naciowy, brokuły, marcheka, mieszanki sałat, liście szpinaku, ogórki konserwowe, oliwki… zależy, co było na przecenie i na co był sezon. Od wielkiego dzwonu (chyba raz na dwa tygodnie) to jadłam nawet ziemniaki, ale że za ziemniakami nie przepadam, to mi ich za bardzo nie brakowało.

Owoce: jabłka, brzoskwinie, ananasy (z puszki), gruszki, suszone wisnie, banany, śliwki, WINOGRONA. pomarańcze.

Inne: siemię lniane (zalewałam wrzątkiem, robiła się papka – to serio zapycha), pestki dyni, zaczynałam dzień o szklanki wody z cytryną, czekolada (2 kostki dziennie, bo nie mogłam się powstrzymać), kawa z ekspresu bez mleka i cukru (jedna filiżanka dziennie), herbaty bezkofeinowe (owocowe), czasem kawainka bez mleka i cukru. Przed dietą przez jakieś 2 tygodnie brałam jakiś suplement z bakteriami jelitowymi (nie wiem co to było – pani farmaceutka dała mi coś bez recepty, co akurat mieli w promocji).

Sposób przyrządzania: kurczaka albo piekłam w piekarniku, albo gotowałam w wodzie z lubczykiem i ziołami. Warzywa gotowałam na parze (ble), ale dość często przyrządzałam w rondelku, „podsmażając” je na łyżeczce oliwy, jeśli oliwa była akurat w planie danego dnia albo na patelni ceramicznej. Raz na dwa tygodnie miałam roladki, to jest nadziewało się kawałek kurczaka i zwijało, i smażyło na łyżce oliwy. Znalazła się też w planie diety zupa, ale ta zupa zawsze wychodziła mi straszna, więc wlewałam wszystko, z mięsem włącznie, do blendera i mieliłam na papkę. Na śniadanie często jadłam chleb, i że jadłam szybko, to wymyślne dodatki w postaci warzyw zastępowałam drugim plasterkiem szynki (to jedno z niewielu oszustw, jakie popełniałam). Kaszę i ryż rozgotowywałam na kompletną breję, bo wtedy bardziej zapychały.

Metoda: jadłam 4-5 razy dziennie. Trzy większe posiłki (śniadanie, lunch, kolacja – lunch był największym posiłkiem, bo akurat mogłam gotować w domu), dwa mniejsze (np. owoc albo pestki dyni+owoc). Ostatni posiłek jadłam koło 18, ale nie trzymałam się tego restrykcyjnie (spać chodziłam koło 23, czasem północy).

Efekty: chudłam w podręcznikowym tempie 0.5-1.5 kg na tydzień (zdarzały się tygodnie bez spadku, to też bardzo „podręcznikowe”, i takie, gdzie spadało od razu o 2kg). Miałam arkusz w excelu i wszystko skrzętnie zapisywałam, ale nie jestem taką znowu ekshibicjonistką, by się tym dzielić. Po diecie stosowałam „wychodzenie z diety”, to znaczy podwyższałam kalorie o 100 na tydzień, zaczynając od białka, kończąc na węglowodanach. Podwyższałam, aż nie doszłam do 1700-1800 kalorii (czyli 5 czy 6 tygodni). Dzisiaj potrzebuję pewnie z 2600 😀 bo intensywnie uprawiam sport, ale mniejsza z tym.

Zmiany w wyglądzie: Moje ciało długo dochodziło do siebie po odchudzaniu. Wbrew pozorom, odchudzanie nie zmieniło mnie w supermodelkę.
O dziwo, nie zmniejszył mi się specjalnie biust, za to w pewnym momencie zrobił się obwisły i naprawdę nawcierałam się kremów (najpierw stosowałam Palmer’s Bust Cream, potem taki polski krem firmy Bielenda, jeśli kogoś to obchodzi – nic drogiego ani specjalnego). Do biustu w tej chwili nie mam większych zastrzeżeń, ale jak zobaczyłam efekty w trakcie odchudzania to naprawdę mnie przeraziły.

Był taki tydzień, kiedy nie schudłam nic a nic, a potem w następnym tygodniu spadło mi 2 kg, i moje nogi zrobiły się jakieś takie … chude i sflaczałe. Ale to akurat też minęło po jakim czasie.

Za to mój brzuch nigdy po odchudzaniu nie wyglądał za dobrze. Skończyłam szóstkę Weidera (całą, bez oszukiwania) i nawet nie liczę, jak wiele zrobiłam desek, Russian twistów i ćwiczeń z Ewą Ch. Nie zmieniło tego bieganie,  nie zmienił tego trening interwałowy. Mięśnie śpią sobie pod „kołderką” z tłuszczu albo innej tkanki podskórnej i kiedy stoję, brzuch mam wzorowo płaski, ale kiedy robię „deskę”, to trochę wisi :/ Gdybym była bardziej próżna i miała trochę więcej pieniędzy, to pewnie zdecydowałabym się na operację plastyczną.

Zresztą, pogodziłam się z tym, że nie będę wyglądać idealnie, bo idealnie to wyglądają wyłącznie kobiety… w fotoszopie. Moje ciało świeci cellulitem tu i ówdzie, posiadam inne tak zwane niedostatki urody, ale mam też ciśnienie w normie, niski puls spoczynkowy, dobrą wydolność oddechową i nie męczę się wchodząc po schodach i chodząc godzinami po centrum handlowym 🙂

Po odchudzaniu nie wiedziałam za bardzo jak powinnam się ubierać. Przez całe dorosłe życie byłam gruba i celem ubierania się było dotąd takie dobrać garderobę, by się wizualnie nieco odchudzić. Tymczasem po odchudzaniu nic mi się nie podobało i we wszystkim czułam się dziwnie. Nie mówiąc o tym, że wymiana garderoby (wymienić musiałam wszystko, poza butami, skarpetami i dodatkami – majtki, staniki, stroje kąpielowe, sukienki, spodnie, szorty, kurtki zimowe i przeciwdeszczowe, polary… nawet piżamy!) naprawdę nie należała do tanich.

Co było potem: nie przytyłam. Uprawiam sport. Jem rzeczy niezdrowe i mało dietetyczne, oczywiście nie codziennie i nie w hurtowych ilościch): lody, czekoladę, pizzę, ciasta. Na diecie nauczyłam się nie przejadać i niczego nie smażyć w „głębokim oleju”. Na diecie nauczyłam się też kontrolować porcje i chodzić spać z pustym żołądkiem. Wiem, że jeden kawałek ciasta to wystarczająco dużo na jeden raz, że nie muszę zjadać od razu całej czekolady i litrowych lodów. Brzmi prosto, brzmi śmiesznie, ale często ma wiele przyczyn i nie jest łatwo to trwale zmienić.

Co jem dzisiaj: jeśli powiedziałabym, że wszystko, to bym pewnie skłamała. Gotuję sama albo z Lubym i uważam na to, co jem. Unikam na przykład syropu glukozo-fruktozowego (głównie dlatego, że mój Luby jest na to uczulony); badania wykazały, że ma on związek z otyłością, zespołem metabolicznym i cukrzycą, i po co mam ryzykować? Unikam konserwantów, glutaminianu sodu, i ogólnie, czytam etykiety. Jem raczej często, i mniejsze porcje. Tak, jak wspominałam, jeśli gotuję sama, to niczego nie smażę, chociaż jeśli raz na pół roku mam ochotę na schabowe, to je oczywiście robię.
Pieczenie ciast to trochę moje hobby, ale ciasta jem głównie na … śniadanie, bo wtedy metabolizm jest najszybszy (w przepisach, zwłaszcza amerykańskich, obcinam cukier o połowę, bo i tak wynik jest bardzo, bardzo słodki).

Dowody: 2014 rok, 2 lata po zakończeniu diety.

2014-03-22

IMAG0583

IMAG0645

IMAG0816 (1)

 

 

 

Reklamy

9 thoughts on “Dieta

  1. Pingback: O tym jak schudłam 30 kilogramów | Blog Katy {Katy's blog}

  2. Niesamowicie mądrze napisane. Mam nadzieję, że opis Twoich doświadczeń z odchudzaniem trafi do szerokiego grona młodych dziewczyn, które chcą utracić wagę w różny dziwny sposób, z katastrofalnym skutkiem dla ich zdrowia. Gratuluję !

  3. Witaj ja tez dałam radę w rok schudłam 40 kg ale ,w następny przytyłam 30 .Zosstały mi nawyki picie wody , bez smazenia podobnie jak Ty w wielu przypadkach . I co z tego ? Nie wiem co dalej ? Czy dam radę znowu? CoTy na to?

    • A jak „wychodziłaś z diety”? Czy danego dnia po prostu zaczęłaś jeść „normalnie” czy robiłaś to powoli? I czy schudłaś z nadwagi (np ze 120 kg do 80 kg) czy z urojonej nadwagi (np. z 70 kg do 30 kg)? Czytałam taki artykuł, nie mogę go teraz znaleźć, i ten artykuł był o ludziach, którzy schudli, i którzy, by utrzymać wagę, muszą jeść mniej niż reszta populacji i ćwiczyć więcej, i chyba coś w tym jest.
      Dominika Gwit, aktorka, która schudła powiedziała w którymś wywiadzie, że jest „chora na otyłość” i miała rację. Mam wrażenie, że, żeby nie przytyć trzeba albo bardzo się pilnować z jedzeniem albo naprawdę dużo ćwiczyć albo jedno i drugie. Poza tym, nawet po diecie, trzeba kontrolować porcje 😦 Ja np. chodze spać głodna. Czy to lubię? Pewnie że nie. Ale swoich starych zdjęć nie lubię jeszcze bardziej.
      A tak w ogóle to gratulacje – 40 kg to spore osiągnięcie. Czy badałaś tarczycę? Bierzesz jakieś leki (np. sterydy, hormony np?) Bo to może wpływać na wagę. Uszy do góry. Przede wszystkim daj swojemu organizmowi czas na schudnięcie. Może efekty nie będą spektakularne (potrzebujesz 6+ miesięcy albo więcej) ale może bardziej trwałe?

      • Oczywiście mam niedoczynność tarczycy wykrytą po porodzie 13 lat temu.Ale przy pomocy dietetyczki jednak udało mi się schudnąc.Niestety w którymś momencie waga stanęła a potem w górę.Ciągle mam zmieniane dawki leków , stoi mi woda itd.Zawsze byłam gruba w wieku 9 lat dostałam pierwszy okres .Długo by pisać.Myslę że to wszystko ma znaczenie.Ale jakie to dołujące po takim sukcesie taka porażka.Ręce mi opadają .To prawda jestem przykładem osoby która btyje od powietrza .Nie słodzę , nie jem fast ,mało solę piję wodę 2 litry , jem dwie kromki chleba ciemnego ,nie jem masła.Te nawyki mi zostały .I nic.zgroza może jeszcze raz odwiedzić dietetyczkę.Ale z tego co pamiętam to ona też już nie miała na mnie sposobu.

  4. Jestem na etapie „odchudzanie trwa”. Mam 45 lat i przybrało mi sie bardzo waga dochodziła do 116 kg przy wzroście 170 cm. W nocy łapal mnie bezdech, chrapalam jak traktor, po schodach wchodziłam na czworakach. Drastyczne diety odpadły bo anemia i wszystko było do niczego. Pracuję ciężko fizycznie a efekty wręcz odwrotne. Teraz ważę 94 kg. Jestem na diecie 600 kcal plus koktajle proteinowo- witaminowe itp. Odchudzam się już 7 tydzień. Pierwsze trzy tygodnie waga spadała w zastraszającym tepie potem już pomału. Pije hektolitry wody której porostu nie cierpie ale mam ten sam syndrom nie piję chudne wolniej jest mi masakrycznie zimno i tak naprawdę to nie wiem czemu to piszę bo porostu chcialam Ci pogratulować.

  5. Przyszedll czas i na mnie…! Od dziecka bylam gruba i mimo ze w domu (jak u autorki) nie jadło sie tlusto bo mama leczyla sie na cukrzyce i wszyscy bylismy na zdrowej diecie to jednak nie bylam szczupla i z wiekiem coraz bardziej przybieralam na wadze. Próbowałam odchudzac sie w insytucie zywienia i żywności i poza tym ze wydalam mase kasy na leki to nic to nie dalo. Do 30stki czulam sie dobrze,bylam „sprawna” fizycznie…po 30stce zauwazylam ze z roku na rok moj organizm odmawia mi posłuszeństwa!! Czuje sie jak 60tka. Poza tym trace pewnosc siebie. Oczywiscie,ze zle sie odzywialam,najadalam sie na noc albo po pracy dopoki nie czulam jedzenia w gardle natomiast w ciagu dnia sie glodzilam. Powiedzialam sobie dosc,nie chce tak zyc i tak wygladac! Zaczelam przestawiać swoje myslenie i wyrzucac z glowy rzeczy niezdrowe. W 4 mce schudlam 9 kg mimo iz czasem pozwole sobie na cos niezdrowego. Przede mna ciezka droga ale licze ze mi sie uda i juz nie wroce do tego wygladu… 🙂 trzymajcie kciuki!!!

  6. Nobel za tak pięknie opisana historie 🙂 powinna byc taka nagroda przyznawana , jak korzystałam z diety u dietetyczki ale Mam złe doświadczenia , Pani wysłała Mi w formie załączników diete oraz porady , czekała aż dojdzie przelew Mimo że wysłałam potwierdzenie wpłaty . Od zapłaty i kikunastu kartek do wydrukowania zero kontaktu a nazwisko znane P.Wasiluk . Ja Jestem szczerze napisze zawiedziona , kolejna dieta , kolejna książka , P.Gaca z kolei też bez wpłaty około 300 zl nie rozmawia musisz zapłacić dostajesz kod i wtedy oddzywa się Któryś z odchudzonych o poleca dieta książki , i drogie koktaile własna produkcja , Ciekawe kiedy Ktoś dobierze się Państwu do du…y aby zajeli się problemem . Ludzmi którzy biją taką kasę na biedynych grubasach !!!!! brak empatii całkowity ze strony Państwa i społeczeństwa .

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s